poniedziałek, 6 kwietnia 2015

7 filmów, które mogłabym ogladać przez cały czas

I tak oto rusza Wesoły Fandomowy Autobus (w skrócie FWA). Długo się wczoraj zastanawiałam jaki post napiszę jako pierwszy o "remoncie" i wymyśliłam. :)

Każdy ma zestaw swoich ulubionych i znienawidzonych filmów, a także takich, które bardzo by chciał obejrzeć, ale albo ludzie odradzają albo nie da się przez nie przebrnąć. Postanowiłam zająć się tymi, które uwielbiam i mogę oglądać przez cały dzień i całą noc, z malutkimi przerwami na wypad do toilet albo do lodówki. A teraz przedstawiam swoje zestawienie (kolejność numeryczna chyba nie ma znaczenia :P):

1. Mamma Mia! (2008 r, reż. Phyllida Lloyd):

Większość powie, że to najgorszy film jaki przyszło im oglądać i nie rozumieją jego fenomenu. Cóż, to nie ja. Ja kocham ten film całym sercem i nie obchodzi mnie, że zgarnął Złotą Mailnę (w sumie tylko Pierce Brosnan, ale to zawsze). Fabuła filmu jest bardzo prosta. Mamy piękną, młoda dziewczynę (w tej roli Amanda Seyfried), która mieszka wraz z matką (Meryl Streep!) na greckiej wyspie. Szykuje się do ślubu i chciałaby z tej okazji zaprosić na uroczystość swojego ojca, którego nigdy nie poznała. Dzięki pamiętnikowi matki odkrywa, że może mieć trzech potęcjalnych tatusiów i żeby było lepiej zaprasza ich wszystkich. Jak można się domyśleć dopiero wtedy zaczyna się prawdziwa zabawa.

Film nie jest zwykłym filmem. To musical. 90% ludzkości nie znosi tego gatunku. Niestety nie ja. Ja uwielbiam jak śpiewają i tańczą, bo wtedy wszystko jeszcze bardziej jest kolorowe i radosne. Pewnie w ogóle bym nie zwróciła uwagi na ten film, gdyby nie to, że wszstkie piosenki jakie można usłyszeć pochodzą z repertuaru Abby. Czyli żyć, nie umierać. Uwielbiam Abbę i nie wstydzę się tego. :) A już w ogólę jestem w raju, jeśli połowę tych piosenek śpiewa Meryl Streep, która jest moją mistrzynią w kategorii: Najlepsza aktorka filmowa EVER! A na dokładkę jako potencjalnych protoplastów mamy Pierce'a Brosnana, Colina Firth'a i Stellana Skarsgårda.



Więc jeśli macie doła, jest wam smutno, pada deszcz albo cokolwiek innego ciąży wam na sercu i duszy to odpalcie "Mamma Mia!" i radujcie się greckimi krajobrazami połączonymi ze szwedzką muzyką.

2. Nietykalni (2011 r, reż. Olivier Nakache, Eric Toledano)

Pierwszy raz przyszło mi ten film oglądać w szkole i od razu się zakochałam. Zaczynał się niepozornie, ale z każdą minutą było coraz lepiej. Poznajemy historię sparaliżowanego milionera, który do opieki nad sobą zatrudnia ciemnoskórego młodzieńca, który szuka pracy. Z początku chłopak jest żółtodziobem i nie ma zielonego pojęcia o swoich obowiązkach, jednak z czasem przywiązuje się do swojego pracodawcy i rodzi się miedzy nimi wielka przyjaźń. Film jest oparty na faktach i pokazuje zderzenie dwóch różnych światów, które z czasem stopniowo się łączą.

Z każdą minutą filmu są przedstawione nie tylko zabawne sytuacje, ale i trudne wybory jakich muszą dokonywać bohaterowie. Codzienna walka z przeciwnościami losu i przywiązanie do drugiego człowieka sprawiają, że mamy ochotę przenieść się na druga stronę ekranu i zostać częścią tego pięknego obrazu.


Jeśli nie widzieliście tego filmu to czas to nadrobić. Dziś jest do tego idealna okazja, bo "Nietykalni" są do zobaczenia zaraz na TVP1.

3. Dziewczyna z tatuażem (2011 r, reż. David Fincher)

Jeżeli kochacie Daniela Craiga to powinniście zobaczyć ten film. Amerykańska produkcja jest ekranizacją głośniej powieści, a właściwie Trylogii autostwa Stiega Larssona. Mamy doczynienia z dziennikarzem śledczym, który zostaje oskarżony o zniesławienie i otrzymuje zlecenie rozwiązania mrocznego zaginięcia młodej dziewczyny. Sprawa miała miejsce 40 lat temu, jednak krewnemu nastolatki, bogatemu przedsiębiorcy Henrikowi Vagnerowi mocno na tym zależy. Zagadkę pomaga rozwiązać Mikaelowi Blomkvistowi aspołeczna i wycofana Lisabeth Salander, która jest genialną hakerką. 

Miałam przyjemności przeczytać całą Trylogię (bo film to ekranizajca tylko pierwszej książki) i dodatkowo opowiedzieć o jej fenomenie na zajęcia z WOKu. Film niestety trochę mnie rozczarowywuje pod względem idealnego odwzorowania treści, ale jak na prawie trzygodzinny film to dobrze się ogląda. Trzyma w napięciu, bohaterowie są dobrze zbudowani, a relacja jaka pojawia się między dziennikarzem, a hakerką nie jest jak wyjęta z komedii romantycznej. W gruncie rzeczy to trudna relacja, ale oboje potrafią sobie zaufać i współpracować.


"Dziewczynę..." widziałam już chyba z czterdzieści razy i mogłabym to obejrzeć znowu i znowu, bo za każdym razem odkrywam coś nowego. No i można do woli patrzeć na pięknego Daniela. 

4. Skyfall (2012 r, reż. Sam Mendes)

Skoro już jesteśmy przy Craigu to nie mogę nie wspomnieć o Bondzie. Jak wiadomo kolejny film o przygodach 007 pojawi się już jesienią, a póki co można podziwiać Skyfall. W tej części lojalność Bonda zostanie wystawiona na próbę przez M, kiedy z MI6 znikną najważniejsze informacje o największych w Wielkiej Brytanii. Jamesowi przyjdzie się zmierzyć z nieprzewidywalnym i groźnym przeciwnikiem (w tej roli Javier Bardem). 

Ta część to powrót do przeszłości Bonda. Mamy okazję poznać miejsce, w którym przebywał zanim trafił pod skrzydła M i co sprawiło, że jego życie potoczyło się jak się potoczyło. Uwielbiam tą część ze względu na dwie rzeczy (no bo o Craigu chyba nie musze mówić). Po pierwsze cudowna czołówka i genialna piosenka Adele, która wywołuje u mnie ciarki za każdym razem, gdy ją słyszę. A po drugie w roli Q możemy oglądać Bena Whishawa. Uroczy i utalentowany młody brytyjski aktor, którego karierę i role warto śledzić. 


Warto też zauważyć, że Bond w tej części nie tylko pije "wstrząśnięte, niezmieszane", ale także zwykłe piwo. Idzie ku nowoczesności.

5. Forrest Gump (1994 r, reż. Robert Zemeckis)

No któż nie zna tego filmu? Przepiękna opowieść o życiu pełnym przygód trochę przygłupiego Forresta Gumpa. Początkowo jest zagubionym chłopcem, który ledwo kończy szkołę, by potem stać się miliarderem i bohaterem wojny w Wietnamie. W filmie mamy okazję zobaczyć wizytę Forresta u prezydenta, spotkanie z Elvisem, szalone lata Hipisów, a także (co wydaje mi się najważniejsze) piękną historię przyjaźni i miłości, która miała początek w latach dzieciństwa i przetrwała wiele lat, nie zależnie czy bohaterowie byli blisko siebie czy nie.

Za każdym razem, gdy film leci w telewizji, robię z siebie człowieka burrito, parzę najlepszą herbatę jaką mam w domu i przez dwie i pół godziny oglądam śliczną historię trudnego życia. A miłość do tego filmu zaczęła się, gdy namiętnie oglądałam CSI:NY i byłam ciekawa, gdzie jeszcze gra Gary Sinise, który wcielał się w postać detektywa Maca Taylora. Ku mojemu zdziwieniu w obu tych produkcjach grał bohaterów z tym samym nazwiskiem (w "Forreście..." był porucznikiem Danem Taylorem). Ale żeby nie było, Toma Hanksa też uwielbiam, czy to w tym filmie czy przykładowo w "Filadelifii". Gra aktorska genialna i widać nie na darmo film otrzymał sześć Oscarów, trzy Złote Globy oraz inne nagrody. 


Aha i dzięki temu filmowi mogliśmy się dowiedzieć czym tak naprawdę jest koncern Apple. :) 

6. Sierpień w hrabstwie Osage (2013 r, reż. John Wells)

Jak to mówią: z rodziną najlepiej wychodzi się tylko na zdjęciu i ten film potwierdza to w stu procentach. Tajemnicze zniknięcie ojca staje się początkiem odkrywania przez jego córki i chorej na raka żonę rodzinnych sekretów. Wydawać by się mogło, że rodznna uroczystość zaciśni więzi między pokoleniami, ale pewnych sytuacji nie da się przebaczyć, zrozumieć i wytłumaczyć. Coś co początkowo wydawać by się mogło, że to tylko niewinna sytuacja, staje się kluczem do rozwiązania problemów.

Dlaczego obejrzałam ten film? Cóż, wydawać by się mogło, że dla Meryl Streep, która gra tu jedną z głównych ról. Otóż nie... Przyczyna jest inna. Dwa słowa: Benedict Cumberbatch. Odkąd zobaczyłam Sherlocka BBC (o tym będzie osobny wpis) włączyła mi się spirala poszukiwania innych filmów. Dobrze, nie oszukujmy się, jestem Cumberbitch (wtajemniczeni wiedzą o co chodzi, a pozostałym wyjaśnie to jednym słowem: psychofanka). A że akurat film wchodził do kin to zaciągnęłam moją przyjaciółkę na seans (i nadal nie wiem dlaczego się zgodziła iść, bo ona go szczerze nie znosi i nie może na niego patrzeć, na Benedicta oczywiście). Po obejrzeniu filmu byłam wniebowzięta mimo, że Benedict nie gościł na ekranie nadzwyczaj często. Ale żeby nie było, że tylko jednego aktora dostrzegłam, to w filmie wystąpili również Julia Roberts, Ewan McGregor oraz Chris Cooper. 


Nie byłabym sobą, gdybym nie dorzuciła tutaj drugiego gifu (no po prostu muszę, jako Cumberbitch)


Scenariusz filmu to adaptacja sztuki teatralnej. Marzy mi się, żeby móc to zobaczyć jako spektakl. A w ogóle byłoby cudownie, gdyby Polacy się za to zabrali, bo teatr to my umiemy robić.

7. Kogel-Mogel (1988 r, reż. Roman Załuski)

I teraz coś z polskiego podwórka. Jeden, jedyny polski film, który mogę oglądać codziennie w telewizji i nigdy mi się nie znudzi. Młoda dziewczyna Kasia, dostaje się na studia i sprzeciwiając się rodzicom, którzy organizują dla niej wesele z bogatym sąsiadem, ucieka do Warszawy. Tam przez przypadek zostaje zatrudniona jako niania dla niesfornego Piotrusia. Przezabawne zdarzenia prowadzą do kłopotliwych sytuacji.

Dla mnie era filmów komediowych w Polsce skończyła się wraz z "Komedią małżeńską". Wszystko co powstało potem to nie jest to co bym chciała oglądać. Oczywiście, zdarzają się wyjątki, ale mogłabym je policzyć na palcach jednej ręki. "Kogel-mogel" to zdecydowanie najlepszy film. Nie jest to może jakieś górnolotne kino, ale jak na tamte czasy i możlwości film jest całkiem przyjemny. Dodatkowo film jest kopalnią cytatów, które mogłabym wypowiadać obudzona w środku nocy. 


I bardzo żałuję, że w te święta nie pojawił się ten film na żadnym kanale. Chyba trzeba będzie obejrzeć gdzieś w Internecie. :)

A Wy macie swoje ulubione filmy, które moglibyście oglądać przez cały czas? :)

P.S. Właśnie obejrzałam po raz drugi "Bogów". Chyba ten film też będzie należał do kategorii "mogę oglądać to cały czas". 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz