poniedziałek, 4 stycznia 2016

Bye 2015, welcome 2016!

Mamy już trzeci dzień nowego roku, a ja na razie całkiem dobrze go zaczęłam. Zdążyłam mieć dobry melanż, wypoczywać, dokończyć czytać "Poradnik pozytywnego myślenia", obejrzeć mój ulubiony film, napisać jedną z trzech prac, odbyć szaloną wycieczkę po mieście i po prostu zmulać. Z kolei w najbliższym czasie będę mogła się oddać fangirlizmowi, ale także wpaść w wir pracy. Najpierw powinnam zająć się tym drugim (co częściowo uczynię), ale do tego pierwszego bardziej mnie ciągnie. Obiecuję, że podzielę się tym wszystkim tutaj z Wami, ale to w odpowiednim czasie.

Skoro skończył się 2015 rok to czas przedstawić pewne statystyki, które też będą dotyczyły nowego roku:

Liczba przeczytanych książek: nieskończenie wiele.

Liczba książek do przeczytania w przyszłym roku: dwa razy tyle co w punkcie powyżej.

Liczba obejrzanych filmów: nieskończenie wiele.

Liczba filmów do obejrzenia w przyszłym roku: dwa razy tyle co w punkcie powyżej.

Wizyty w teatrze: 1.

Najlepszy wypad do kina: "Hamlet".

Sukces roku: znalezienie się na drugim roku studiów.

Porażka roku: perturbacje studenckie.

Nowe znajomości: co najmniej 5.

Szczególne znajomości: co najmniej 3.

Utrata znajomości: co najmniej 1.

Nowe fangirlowskie miłości: 2 (pewnie jest ich więcej, ale dwie są bardzo, bardzo mocne).

Inne miłości: co najmniej 1.

Podróż w cudowne miejsce: 2 razy.

Podróż za granice: 1 raz.

Internetowe nowości: pojawienie się na Instagramie i Snapchacie.

Zmiany mieszkaniowe: 2 razy.

Najlepsze fangirlowskie prezenty: sztuk 3 (tort na urodziny, czyli chatka Hobbita, mikołajkowy - Groot i Secret Santa - notes z The Police)

Piosenka roku: Pidżama Porno - Nikt tak pięknie nie mówił, że się boi miłości.

Film roku: Ugotowany.

Najczęściej oglądany film w tym roku: Hobbit. Niezwykła Podróż.

Serial roku: drugi sezon Halt and Catch Fire.

Książka roku: Klub mało używanych dziewic (chociaż nie powstała w 2015 roku).

Coś z czego jestem dumna: rozpoczęcie nowego opowiadania, które jest oceniane przez profesjonalistę.

Zmiana wyglądu: blond włosy.

Żart roku: marzenie o zwierzaku.

Zakup roku: New Balance na Black Friday.

Dół roku: ciągłe oczekiwanie na nowy sezon Sherlocka.

Zawał roku: awaryjne lądowanie samolotu w Londynie.

Koncert roku: Luxtorpeda.

Ominęty koncert: Coma.

Szaleństwo roku: Minionki.

Najbardziej popularny wpis na blogu: Two be(ers) or not two be(ers), czyli krew, pot i dużo łez...

Zapewne zapomniałam o wielu rzeczach, które miały miejsce w tym roku, ale pamięć ludzka jest zawodna i nic się na to nie poradzi. Dziękuję Wam za to, że jesteście ze mną i czytacie to co tu wrzucam. Liczba tych wszystkich wyświetleń motywuje mnie do dalszego pisania. Obiecuję, że w tym nowym roku będę starała pisać się częściej i o ciekawszych rzeczach.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz