Jak każdy student, który ma nóż na gardle, w pośpiechu zabieram się do pracy. Tak i było przez ostatnie pięć dni, gdy we wtorek miałam kolokwium z literatury najnowszej. A że jestem leniwa i nie chciało mi się czytać książki z zadanej listy to zaległości musiałam nadrabiać w gorącym okresie.
Dwa tygodnie temu w piątek na zajęcia mieliśmy przeczytać książkę, która ma 360 stron. Na samym starcie porzuciłam tą myśl i poszłam na zajęcia. A że pan doktor, z którym to mamy nienawidzi ludzi (mam wrażenie, że mnie szczególnie) to postanowił zrobić rozeznanie co wiemy o przeczytanym utworze. Oczywiście musiał zapytać i mnie, jak za każdym razem, gdy mamy zajęcia. Niestety nic nie wiedziałam, więc oznajmił, że na kolokwium będą dodatkowe pytania (wyszło, że na całą grupę przeczytała tylko jedna osoba) odnośnie tej powieści. Jak powiedział, tak uczynił. A ja, żeby nie wyjść na kompletnego kretyna, zmusiłam się do przeczytania i... nie żałuję! "Trociny" Krzysztofa Vargi, bo o tym mowa, to naprawdę dobra książka.
Poznajemy Piotra, który jest narratorem całej powieści. To typowy pięćdziesięcioletni mężczyzna, który nienawidzi wszystkich i wszystkiego. Pracuje w korporacji, jeździ po polskich miastach, aby spotykać się z innymi przedstawicielami innych korporacji. Do tego jest po rozwodzie, rodziców nienawidzi całym sercem i generalnie najchętniej to by wysadził wszystkich w powietrze.
Varga w świetny sposób obnaża wszystkie polskie problemy. Naszą świętożkowość, chęć bycia popularnym i podążającym za modą, obłudę i wszystko co nam się wydaje fantastyczne i cudowne, on sprowadza do parteru i pokazuje jacy przez to naprawdę jesteśmy.
Opisuje również, że nawet jeśli weźmie się rozwód z żoną to ona i tak nie znika z życia. Czasami wręcz przeciwnie, pojawia się w nim i to ze zdwojoną siłą. Do tego mamy na co dzień do czynienia ze znajomymi z pracy (mój tata zawsze mówił, że to twarze z pracy). Główny bohater ma znienawidzonego, paskudnego (zarówno z wyglądu jak i sposobu bycia) "kolegę", który wybitnie działa mu na nerwy. Jest to naprawdę ciekawie poprowadzony wątek w książce, chociaż pewna okoliczność mogłaby być pokazana w zupełnie inny sposób.
Właściwie to zapomniałam jak powinno się opisywać książki. Nie chcę zdradzać za dużo motywów, które wystąpiły, ponieważ są one warte lektury. A co do kolokwium to mam nadzieję, że dobrze mi poszło, bo w sumie dostałam, cała grupa dostała, dwa dość obszerne pytania dotyczące powieści i tak wiele miałam do napisania, że odpowiedź zajęła mi ponad stronę A4. Teraz postaje tylko czekać na wyniki...
P.S. W piątek możliwy kolejny wpis, ponieważ jutro wybieram się do kina na "Dziewczynę z portretu". Oby gra była warta świeczki, bo tak długo już czekam na ten film.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz