Zazwyczaj jest tak, że to film powstaje na podstawie książki i w 80% wychodzi to tragicznie. A co jeśli dzieje się odwrotnie i to książka zostaje napisana na podstawie filmu? Otóż znam taki przypadek...
Będąc kiedyś na lekcji języka polskiego w gimnazjum robiliśmy próbny test na koniec szkoły sprawdzający naszą wiedzę. Zaczęłam czytać fragment tekstu, na podstawie, którego miałam napisać wypracowanie i coś mnie uderzyło. Mianowicie to, że przytoczona zdanie już gdzieś słyszałam. Odwróciłam kartkę i zobaczyłam dobrze mi znany tytuł - "Stowarzyszenie Umarłych Poetów". Pomyślałam, że to niemożliwe, ponieważ to jest film, a nie książka i na dodatek scenariusz nie był pisany na żadnej podstawie. Zapisałam sobie na ręku wydawnictwo i autora, po czym wróciłam do domu i zaczęłam szukać dokładnych informacji w Internecie. Doskonale pamiętałam umiejscowienie sceny z tekstu, ponieważ miałam przyjemność obejrzeć film kilka miesięcy wcześniej, gdy odkryłam, że gra w nim młody Robert Sean Leonard (przechodziłam wtedy mocną fascynację Dr. Housem i wszystkim co związane z tym serialem). Oczywiście ryczałam na nim jak bóbr, co nie zdarza mi się często (oprócz tego filmu płakałam jeszcze na "Prosiaczku i przyjaciele" w wieku 6 lat oraz na "Czarnym czwartku"). Kiedy dokonałam małego śledztwa, odkryłam że w Empiku (kocham ten sklep!) można kupić tą książkę. Zapakowałam więc tatę do samochodu i zmusiłam do przejechania 30 km do najbliższego Empiku pod pretekstem nagłego zakupu lektur szkolnych, bo w naszej miejscowej księgarni nie ma tych tytułów, a Empiku jeszcze (wtedy, bo teraz już jest) się nie dorobiliśmy. Niechętnie się na to zgodził, ale nie miał wyjścia. Wpadłam do sklepu i ruszyłam na łowy. Okazało się, że książka stoi wciśnięta gdzieś między jakieś idiotyczne poradniki. Chwyciłam ją w swoje ręce i spojrzałam na cenę. Spodziewałam się minimum 30 zł, ale ku mojej radości książka kosztowała tylko 20 zł. Poszłam jeszcze szybko dla niepoznaki zabrać z półki "Dziady" Mickiewicza i udałam się do kasy.
Książkę przeczytałam w dwa popołudnia i płakałam jeszcze bardziej niż na filmie, co przy książkach WCALE mi się nie zdarza. Ale wolałam wyć w rękaw bluzy niż uczyć się na sprawdzian z chemii.
Oczywiście czytając widziałam wszystkich bohaterów z filmu (zawsze tak mam jak najpierw obejrzę film, a potem zabiorę się za książkę) i właśnie wtedy zrozumiałam, że chyba będę pisać. Cokolwiek, byle pisać. Nieważne czy dla siebie czy dla innych. Chciałam postawić na swoim jak Neil. Tylko mi się udało, a jemu nie. Aha i nigdy nie miałam zamiaru zrobić to co on zrobił i nigdy nie zamierzam!
I jeszcze jednej rzeczy mi tak strasznie szkoda. Że Robin Williams już nigdy nie zagra tak wspaniałego nauczyciela, o którym mógłby tylko pomarzyć każdy uczeń na świecie.
A Wy jeśli kiedykolwiek traficie na tą książkę to przeczytajcie ją bez wahania. Zresztą film też Wam polecam. A potem najlepiej iść się upić. Jak obejrzycie bądź przeczytacie to zrozumiecie dlaczego...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz