Na "Berlin Station" czekałam odkąd się dowiedziałam, że jest w trakcie realizacji. I nie ma co ukrywać, że jedynym powodem, dla którego zaczęłam oglądać ten serial jest Richard Armitage. Poza tym nie było nic innego co by mnie zainteresowało. Nie dość, że akcja dzieje się w Berlinie to jeszcze obsada mało znana i oczywiście było wiadome, że będą szprechać po niemiecku, a jasną sprawą jest, że ja nienawidzę tego języka. Ale mimo wszystko, Rysiu...
"Berlin..." rozpoczyna się jakby od końca. W pierwszej scenie otrzymujemy to, co zobaczymy w ostatniej ostatniego odcinka. Cały sezon to jedna wielka retrospekcja, w której poznajemy przyczyny pojawienia się głównego bohatera, Daniela Millera (Richard Armitage) w Berlinie. Stopniowo zagłębiamy się w jego przeszłość i kontakty m.in. z Hectorem DeJeanem (Rhys Ifans). Ale w tym serialu nie chodzi o przeszłość głównego bohatera, a raczej o teraźniejszość świata, w którym żyjemy.
Istotnym wątkiem (ale nie najważniejszym) jest pojawianie się uchodźców ze wschodu i nie koniecznie ich dobrych intencji. Wydawać by się mogło, że na główny wątek serialu ma to spory wpływ, ale to tylko pozór, dzięki któremu widz może zostać trochę wyprowadzony w pole. Tym najistotniejszym jest rozwiązanie zagadki kim jest tajemniczy Thomas Shaw. I ten wątek jest dopiero ciekawy. Już w drugim odcinku wydawać by się mogło, że Shaw jest znany i rozpoznamy jego twarz. Ale nie, my znamy tylko jego pionki, którymi skutecznie gra. Potem zbici z tropu nie potrafimy go zidentyfikować, bo trochę tu, trochę tam, nowe wątki, zdarzenia i gdy wszystko zaczyna się układać opada nam szczęka i zaraz, zaraz, to on! Moje rozumowanie było o krok przed Danielem i szybciej niż on się zorientowałam o co tak naprawdę może chodzić...
Ale nie, układanka się rozpada i znowu nie znamy prawdy. Dopiero w ostatnich minutach serialu pojawia się coś co ciężko zdefiniować. Przyznaję się, że pomimo zakończenia sezonu, jeszcze przez jakiś czas się zastanawiałam czy moja interpretacja się zgadza z tym co zaoferowali nam twórcy i czy oni przypadkiem mnie nie trollują i czy ja wszystko rozumiem. Doszłam do wniosku, że jednak chyba nie, ale cii... Bo prawda jest taka, że ten serial to kumulacja złożonych postaci, które potwierdzają tylko regułę, że nie ma nikogo naprawdę uczciwego. Tutaj każdy nadaje na każdego, każdy pod każdym kopie dołki, ale szczęście, że ci co mają prawdziwe kłopoty to zawsze wiedzą do kogo iść, żeby nie wpaść w jeszcze większe.
Dlatego oficjalnie mogę powiedzieć, że gdyby Craig naprawdę zrezygnował z bycia Bondem to ja bardzo chętnie bym w tej roli widziała Richarda Armitage'a. Chłopak grał już krasnoluda, żołnierza, Guy'a z Gisborne, a nawet trafił do Marvela (grał w pierwszej części Kapitana Ameryki) to i Bond by mu nie zaszkodził. Wiekiem też się nadaje, więc nie widzę przeciwwskazań. No i Anglik! Do tego bardzo ładnie wygląda w białej koszuli, krawacie i garniturze i jest wysoki.
Jednak jeśli chodzi o bohatera, który skradł cały serial i to dzięki niemu człowiek czuł, że zaraz coś może się odwalić to Hector. W tej roli naprawdę genialny Rhys Ifans. Jakby ktoś nie kojarzył tego pana to właśnie on grał współlokatora-debila Hugh Granta w "Notting Hill". Zresztą polecam zajrzeć w jego filmografię i można się nieźle zdziwić w ilu filmach grał, które na pewno wiele osób wdziało. Ale wracając do jego bohatera, kiedy pierwszy raz się go widzi od razu się wie, że z tym gościem będą same kłopoty i nie ma co, ale jemu nie wolno ufać. A mimo to, że wie się, że to on poniekąd zgarnie nagrodę za czarny charakter, lubi się go, chociaż nie powinno. Widać, że cwaniaczek, że do celu dąży po trupach, ale gdzieś w sobie ma pewną wrażliwość i jeśli ktoś zrobi mu rysę na tej wrażliwości to nie spocznie dopóki ta osoba za to nie zapłaci. Oczywiście jak każdy nienormalny człowiek ma dziwne zainteresowania i pasje (he, he, he), ale ja mu wybaczam. Bo jest jedna rzecz, która mnie w nim uwiodła - głos. Jak się odezwał, a dużo się odzywał, no to nie mam pytań. Lubię takie głosy. Trochę przepite, trochę przepalone, ale wiedzą co mówią i nie należy przestać zabraniać im mówić.
Oczywiście jak każdy serial jest kilka niedociągnięć, ale uważam, że każdy powinien je sam znaleźć i zadecydować czy rzeczywiście uważa to za niedociągnięcie czy jednak puszcza to mimo uszu i po prostu ogląda. Dobra serial szpiegowski, na którego drugi sezon czekam z niecierpliwością, bo szczerze mówiąc myślałam, że fabuła zostanie zamknięta, a zakończenie jest bardzo otwarte.
A! Zapomniałabym, pamiętajcie, najważniejszą rolę i tak zawsze odegrają kobiety i podczas oglądania zwróćcie na nie uwagę. Domyślicie się o kim mówię. ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz