Wczoraj obudzona o 5 nad ranem i poinformowana, że fabryka matka mnie nie potrzebuje zagwarantowałam sobie dzień wolny. Korzystając z okazji wyspałam się, pozmywałam i chciałam się po prostu poobijać, ale zostałam wysłana po syrop dla mojego kuzyna do apteki (przy okazji farmaceutka myślała, że mam dziesięcioletnie dziecko i zrobiła minę jakbym zabiła jej matkę kapciem). Niestety zanim kupiłam to po co przyszłam to zostałam poinformowana, że lekarstwo mogę nabyć dopiero za pół godziny, bo pani z apteki poszła na lunch. Zrezygnowana wycofałam się z pomieszczenia i poszłam do sklepu z odzieżą. Ale po chwili się zorientowałam, że przecież w tym budynku znajduje się sklep, do którego zawsze chciałam iść, ale nigdy nie miałam czasu. Mam na myśli księgarnie.
Nieco speszona weszłam do środka i od razu wiedziałam, że nie powinnam przekraczać progu tej cudownej świątyni. Zaczęłam przeglądać regał po regale i byłam coraz bardziej zafascynowana. Trafiłam na książki moich ulubionych autorów i zaczęłam się zastanawiać czy byłabym w stanie przeczytać chociaż rozdział jakiejś książki. Doszłam do wniosku, że byłoby mi trudno i postanowiłam, że czas zabrać się za dokladniejszą naukę angielskiego, żebym mogła w przyszłym roku tam wrócić i kupić sobie co dusza zapragnie. A dusza dużo zapragnęła.
Trafiłam na kilka kryminałów, które bardzo chętnie bym przeczytała. Ale największą radość, a zarazem smutek przyniosło mi główne znalezisko, o którym myślałam kilka dnia. Mam tu na myśli "Poldark". Wiadomo, że serial powstał na podstawie książki, więc chciałam tą książkę poznać. I się udało. Radość sprawiło mi to, że w ogóle była dostępna na półce, a uczucie zostało spotęgowane w momencie, gdy zajrzałam do środka i przeczytałam, że jest około siedmiu części tej serii. Niestety po kilku sekundach dotarł do mnie smutek i postanowił mi przypomnieć, że nie znam bardzo biegle angielskiego i swobodnie sobie nie poczytam. A jak wiadomo, w Polsce zanim przetłumaczą to miną lata świetlne. Chyba jednak przyłożę się do tego angielskiego...
Nie zrobiłam nawet pół kroku, a moim oczom ukazały się trzy najpiękniejsze półki jakie można było sobie wymarzyć. Po brzegi były wypchane komiksami Marvela. Stałam przed nimi z rozdziawioną paszczą i dobrze, że zdałam sobie sprawę, że wyglądam jak idiota, bo w pobliżu pojawili się ludzie. Paszczę natychmiast zamknęłam i zaczęłam przeglądać komiksy. Już postanowiłam, że na pewno kupię sobie jakieś i trudno, będę czytać je ze słownikiem. Ale, ale... Natrafiłam też na coś co sobie kupię obowiązkowo i to za najbliższą wypłatę (ale nie za dzisiejszą). Mianowicie jest to leksykon wszystkich bohaterów Marvela. Od Thora, po Iron Mana, przez Kapitana Amerykę, Hulka i na Groocie kończąc. To nic, że muszę za to wybulić £10, ale zrobię toooooo!
Byłam za to zdziwiona faktem, że w księgarni było niewiele książek Christie czy Conan Doyle'a. Myślałam, że Anglicy trochę tego na stanie mają, a tu się jednak okazuje, że jestem w błędzie. Cóż, my też mamy mało Mickiewicza i Reymonta w księgarniach.
Później szybko się przebiegłam po literaturze dziecięcej, historycznej i faktu, ale nic ciekawego nie znalazłam. Na biografiach za to trafiłam na książkę, która opisywała życie mojej wielkiej, pierwszej i jedynej miłości pilkarskiej, Thierry'ego Henry'ego. Ciekawe kiedy w Polsce na nią trafię? Bo ładne były w niej zdjęcia, a i tekst zapewne interesujący.
Na koniec zatrzymałam się przy niewielkim stoliku, na którym leżały kolorowanki antystresowe dla dorosłych. Przejrzałam wszystkie i doszłam do wniosku, że straszne zdzierstwo i się nie opłaca tutaj kupować. Najtańsze wydanie, kieszonkowe kosztowało £6, a najdroższe £15. A w Sainsburym pod domem mam ładne wzorki do kupienia za £4.
Księgarnie opuściłam po 35 minutach, a to i tak krótko jak na mnie. Doszłam do wniosku, że żeby być w pełni szczęśliwą musiałabym tam zostawić jakieś £45. Generalnie to nie stać mnie, żeby coś takiego zrobić, ale może chociaż komiksy sobie kupię? Jeszcze o tym pomyślę...
P.S. Na polski akcent również trafiłam. Znalazłam Wiedźmina, ale na razie na angielski zostały przetłumaczone tylko trzy części. Z czego w księgarni była tylko jedna.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz