Przestałam być dzieckiem. Kiedy to się stało? Wytłumaczy mi ktoś? A przynajmniej z fizycznego punktu widzenia, bo psychicznie... No właśnie, jak to tak naprawdę jest?
Miałam okazję być dziś na placu zabaw. Spędziłam tam dwie godziny i sporo tego czasu poświęciłam na pewne przemyślenia. Doszłam do wniosku, że już od jakiegoś czasu to nie ze mną się tu przychodzi, żeby mnie pilnować, tylko ja przychodzę, żeby kogoś pilnować. Brzmi może trochę niezrozumiale, ale gdzieś tam w środku to wywołuje dziwne uczucia. Niby tutaj jestem taki kozak, hej do przodu, bierz byka (życie) za rogi i nie marudź, a tak naprawdę to chciałabym, żeby znowu moim jedynym zmartwieniem było, na której zjeżdżalni dziś zjechać i czy zdążę do domu na wieczorynkę. Niestety, eldorado się skończyło.
Zatęskniłam dziś także za prawdziwymi wakacjami. Takimi, podczas których nic się nie robiło. Oj, przepraszam, robiło się i do sporo. Chodzi mi o ten czas, gdy rano szło się odebrać świadectwo, a po południu siedziało się już w aucie i było w drodze do babci na wieś. Gdzie rano wychodziło się na podwórko i wracało wieczorem i to jeszcze z wielką niechęcią, bo przecież na zakręcie drogi graliśmy w "Państwa, miasta" i nie dokończyliśmy, bo o 21 kazali wrócić do domu. A teraz człowiek ma wakacje po to, by w przerwie od całorocznej nauki zarobić sobie na wydatki na cały następny rok. No bo ile można ciągnąć kasę od rodziców?
Czy to, że noszę koszulki z rysunkowymi nadrukami świadczy o tym, że mam siano w głowie i jestem dziecinna czy raczej to, że potrzebuje jakiejś odskoczni od dorosłego świata i chociaż na trochę chcę wrócić do dzieciństwa? Ostatnio pokazałam mamie dwie nowe koszulki, które sobie kupiłam, a ona gdy tylko je zobaczyła skwitowała to krótko: "Jak dla niemowlaka". Cóż, może mama ma rację i powinnam się dostosować do etapu życia w jakim jestem. Tylko, że ja chyba jeszcze nie chcę albo nie jestem gotowa, żeby wciskać się w sukienki i kłaść kilo makijażu na twarz. Wolę pobujać w obłokach i wymyślać w mojej głowie scenariusze, które i tak nigdy się nie zrealizują.
Czasem mam przebłyski, że ok, założę wysokie buty i zmienię swoje myślenie, ale za chwilę przypominam sobie, że długo nie dam rady udawać i wolę nosić moje zielone trampki i rysunkowe t-shirty. Przecież kogo to tak naprawdę obchodzi kim jestem? Jeśli chce się ze mną zadawać to nie powinno mu to przeszkadzać, że mam takie odchyły, a nie inne. W końcu każdy jakieś ma. Ja mam takie. W głębi duszy nadal jestem dzieckiem i chyba szybko to się nie zmieni. W końcu piżama w Minionki nie może leżeć na dnie szafy i czekać aż mole ją zjedzą. :)
P.S. Jestem okropna, bo pomimo sporej ilości czasu nic tu nie dodaje. Ale obiecuję, że się poprawię.
P.S.2. Zdjęć ponownie brak, bo tak. :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz