Pokazywanie postów oznaczonych etykietą marcin dorociński. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą marcin dorociński. Pokaż wszystkie posty

środa, 12 kwietnia 2017

Zbrodnia to niesłychana, mąż chce zabić żonę i wzywa rosyjskiego mordercę, czyli Małżeńskie porachunki

Jak ja dawno nie byłam w kinie... Tak, ok. 3 tygodni to dużo. Wiecie, mówią, że teraz podobno jest martwy sezon i nic ciekawego nie grają. Jednak po sprawdzeniu repertuaru stwierdziłam, że w sumie można dać szansę duńskiej komedii "Małżeńskie porachunki". Liczyłam, że może coś mnie zaskoczy, a wyszło jak zwykle.

Ale żeby nie było, że bardzo narzekam to najpierw się pozachwycam zwiastunami. Oczywiście puścili "Strażników galaktyki" i za każdym razem, gdy na ekranie pojawiał się Baby Groot był jęk zachwytu i szybka kalkulacja ile dni zostało do premiery. Już nie mogę się doczekać. Zaintrygował mnie także zwiastun "Lady M.". Jak zobaczyłam, że to koprodukcja BBC to no wiadomo, wypadałoby zobaczyć. Jednak najbardziej chwycił mnie za serce trailer "Jutro będziemy szczęśliwi". To naprawdę będzie warto zobaczyć (rzućcie okiem na zwiastun!).

A teraz wracając do filmu. Mogłabym tak naprawdę wszystko napisać w jednym zdaniu i każdy by zadecydował czy chce to zobaczyć czy nie. Jednak tego nie zrobię i trochę się rozwinę, ale tylko trochę. W filmie poznajemy dwa małżeństwa: Iba i Gritt oraz Edwarda i Ingrid. Między nimi nie jest najlepiej, a to wszystko przez jedną sprawę: brak pożycia. Panie jakoś szczególnie nie widzą w tym problemu, natomiast panowie i owszem. Po grubo zakrapianym alkoholem wieczoru, Edward wynajmuje rosyjskiego płatnego mordercę Igora (w tej roli Marcin Dorociński), by ten zabił ich żony.


No cóż... Nie ukrywam, że poszłam do kina tylko i wyłącznie dla Dorocińskiego. Dopiero potem pomyślałam, że w sumie fajnie zobaczyć coś europejskiego, co może będzie lepsze od polskich produkcji. Dodatkowo wszyscy się zachwycali, że to taki super film, że w końcu coś innego no i polski akcent, bla, bla, bla. Niby komedia, a ja może śmiałam się tylko w dwóch, góra trzech momentach. Niektóre teksty czy sytuacje po prostu sprawiły, że czułam coś pomiędzy zażenowaniem, a ubogim żartem wujka Stefana na weselu, którego nie widziało się piętnaście lat. 


Standardowo stereotypy wysypywały w każdej scenie. Rosjanin to oczywiście alkoholik i płatny morderca i na pewno każdy tam taki jest. O Polakach mówili jak o nierobach, który tylko przyjeżdżają żerować i się lamić. Z niepełnoprawnego koniecznie trzeba się nabijać, a gej jak to gej, nadaje się tylko na tancerza. Do tego angielska babcia morderczyni, która zabije cię na sto sposobów bez mrugnięcia oka i jeszcze odwoła się do brytyjskiej lojalności. Może taki był zamysł, może miała to być forma żartu, z którego każdy miał się głośno śmiać, ale przyznam szczerze, że mnie to nie bawiło. 


Film tak naprawdę trochę ratuje Dorociński, który rzeczywiście idealnie pasuje do roli. No, może jest trochę za przystojny jak na Rosjanina. Jego dialogi były zabawne, czasem nawet pouczające no i akcent z jakim mówił - rozwalający. Fajnie, że polscy aktorzy trafiają do zagranicznych produkcji i ich role im wychodzą. Zresztą kto chociaż trochę śledzi karierę Dorocińskiego to wie, że zagrał w wielu produkcjach europejskich. 


Generalnie pieniądze na bilet do kina trochę zmarnowane, ale na szczęście były tanie wtorki, więc wielkiego płaczu nie ma. Jeśli ktoś lubi ciągłe rozmowy i żarty o nieudanym życiu erotycznym i docinki odnośnie stereotypów to proszę bardzo, będzie się świetnie bawił. A reszta niech poczeka na film w sieci  albo na DVD. Ewentualnie czekajcie dwa lata aż któraś z telewizji zdecyduje się to puścić. 


wtorek, 7 lutego 2017

Dziennikarstwo śledcze po polsku, czyli Pakt

Tak się zbierałam, zbierałam i zebrać nie mogłam, ale w końcu się udało. To, że mamy dobrych aktorów to już wiadomo jakiś czas temu. Ale mam na myśli aktorów, takich z prawdziwego zdarzenia, a nie z przypadku. Więc skoro mamy tych aktorów to i przydałoby się ich umieścić w jakiejś dobrej produkcji. I w końcu się udało. "Pakt" to taki serial, który się albo kocha albo nienawidzi. Albo siadasz jednego wieczoru i pochłaniasz za jednym razem cały sezon albo obejrzysz odcinek i stwierdzisz: "nie, beznadzieja". Cóż, nie spotkałam się z żadnymi negatywnymi komentarzami poza jednym: "za dużo przekleństw i seksu". Serio? Przecież nie oszukujmy się, że ludzie na co dzień tak funkcjonują.


Póki co twórcy wypuścili dwa sezony, po sześć odcinków każdy. Nie ukrywam, że liczę na kolejne odcinki, bo to naprawdę bardzo dobrze się ogląda. Nie jest to pusty serial, który może sobie lecieć w tle. Tutaj trzeba trochę pomyśleć. Zastanowić się kto, gdzie, z kim i dlaczego. 

Sezon 1

W pierwszym sezonie poznajemy dziennikarza śledczego Piotra Grodeckiego (Marcin Dorociński), który tworzy materiał dotyczący korupcji w wielkiej firmie. Jak się potem okazuje, cała sprawa dotyczy jego brata, Daniela (Jacek Poniedziałek). Cała sprawa zaczyna się komplikować, giną kolejni ludzie, a nasz główny bohater nie ma pojęcia w co wdepnął. Do tego na światło dzienne zaczynają wychodzić rodzinne tajemnice i nikt nie jest już bezpieczny. 


Pierwszy sezon jest naprawdę dobrym thrillerem, podczas którego podążamy za różnymi tropami, staramy się spojrzeć na wszystkie wskazówki pod różnymi kątami. Podobno "Pakt" jest wzorowany na jednej ze skandynawskich produkcji. Szczerzę przyznaję, że nie nie oglądałam "Układu", ale może powinnam nadrobić. Chociażby ze względu na to, by zobaczyć komu sprawa wyszła mroczniej. 


Obejrzenie pierwszego sezonu zajęło mi jeden wieczór. Właściwie nam, bo oglądałam z rodzicami i muszę powiedzieć, że zaczynam doceniać wspólne oglądanie, bo to takie fajne, gdy możesz podyskutować na temat tego co może się wydarzyć, a potem się okazuje, że jednak źle myślałaś i to nie do końca jest to. Śmieszną rzeczą w tym serialu jest to, że gdzie by się nie pojawił Grodecki, bo poszedł z kimś rozmawiać od danej sprawie czy kwestii to ta osoba na pewno zginie. Jeśli sama się nie zabije to ktoś inny to dla niej zrobi. W pewnym momencie już nawet rozmawialiśmy podczas oglądania, że ten czy tamten zaraz zginie i potem niespodzianka, umarło mu się. 


Co ciekawe rozwiązanie całej zagadki z pierwszego sezonu było trochę łatwiejsze do zrozumienia niż to z drugiego. Ale z drugiej strony wiele kwestii nie zostało wyjaśnionych, co mogło sprawiać wrażenie, że twórcy po prostu zapomnieli o kilku istotnych rzeczach, które w rzeczywistości nie uszłyby głównemu bohaterowi na sucho. Miałam też problem ze śmiercią jednego bohatera, a wcześniej z jego zachowaniem. Trochę to było tak dziwnie zbudowane, bo ani nie wyjaśniono dlaczego taki jest i tak się zachowuje, ani dlaczego znalazł się w tym miejscu, w którym się znalazł. Zresztą sam Grodecki przyznał, że to było zupełnie bez sensu i nie powinno tak wyglądać. 


Sezon 2

Złośliwi (albo i nie) mogliby powiedzieć, że drugi sezon to takie polskie "House of cards". Drugi sezon miał jakieś kiełkowanie już w pierwszej transzy. Trochę się nie spodziewałam, że to pójdzie w stronę polityki i z detektywistycznej produkcji przekształci się to intrygę polityczną. Z jednej strony wyszło to na dobre, ale osobiście uważam, że pierwszy sezon był lepszy. 


W drugim sezonie twórcy przedstawili to, co się może wydarzyć przed wyborami, a w szczególności, gdy na scenę wchodzi nowa partia. Może i byłoby to w jakiś sposób śmieszne, gdyby nie fakt, że takie rzeczy naprawdę się dzieją. No, może w naszej Cebulandii nie na taką skalę, ale zawsze jakieś afery wyjdą na jaw. Bardzo dobrze przedstawiono, że polityka to brudny sport i trzeba mieć twarde łokcie i giętki kark, a także mocną psychikę, bo ludzie jeśli potrafią to mogą komuś w łatwy sposób zniszczyć życie za równo publiczne jak i osobiste. 


Prawda jest taka, że dopóki ktoś trzyma władzę to może wszystko i pociąga za każdy sznurek, nawet ten niewidzialny. A ci co chcą się dostać na sam szczyt mogą być zepchnięci za pomocą niewielkiego wiaterku. Do tego ręka rękę myje i mamy mieszankę wybuchową, w której zaczynamy się gubić. W drugim sezonie miałam ogromny problem, żeby zrozumieć kto za wszystkim stał i toczyłam dyskusje zarówno z rodzicami jaki i ze współlokatorkami (tak, tak, wszystkich wciągam w seriale... jeszcze ktoś chętny?). 


Zarówno w pierwszym jak i w drugim sezonie ludzie od castingu się bardzo postarali. Zaczynając od samego Dorocińskiego w głównej roli (moja współlokatorki stwierdziły, że w tym domu to się go bardzo szanuje i to nie jest, że byle jaki dziennikarz w serialu, to po prostu Dorociński). Ja Dorocińskiego bardzo lubię i szanuję, do tego stopnia, że nawet potrafi mi się w nocy śnić. a tak poważnie to poza Szycem, którego nie toleruję, każdy idealnie pasował do swojej roli i głęboko wierzę, że z każdym kolejnym polskim serialem będzie równie dobrze jak z "Paktem". 


Trzymam kciuki za powstanie trzeciego sezonu i mam nadzieję, że poziom nie poleci na łeb na szyję. Szkoda by było, gdyby potencjał i prym dwóch poprzednich sezonów został zmarnowany. 

P.S. Wpis jest ze specjalnymi pozdrowieniami dla mojej koleżanki Marty, która terroryzowała mnie o niego już od dłuższego czasu :)