Wpis miał być dzisiaj o czymś innym, ale to coś inne nie doszło do skutku. Za to noc przyniosła straszne wydarzenia. Nie dość, że wczoraj był piątek 13-ego to jeszcze jadąc do domu pociągiem pomyślałam, że fajnie by było za rok pojechać do Paryża chociaż na tydzień. Jakoś nigdy szczególnie nie wielbiłam stolicy Francji, ale zmiana otoczenia byłaby czymś miłym. W końcu ktoś kiedyś powiedział, że trzeba podróżować, żeby być dobrym humanistą. A tuż po północy moje przyszłoroczne plany pękły jak bańka mydlana.
To, co się stało to okropna tragedia. Prawie do trzeciej w nocy śledziłam wiadomości w tv, na Facebooku, Twitterze i w NY Timesie. To nie do pomyślenia, że banda fanatyków rozwala pół miasta w imię nie wiadomo czego. Bo jeśli ktoś mi powie, że to w imię Boga to powiem mu, żeby poszedł do psychiatry.
Naprawdę nie wyobrażam sobie, że idę w piątkowy wieczór na koncert albo na kolację i nie wracam z niego/niej, bo ginę z rąk szaleńca. Dlaczego zabiera się życie niewinnych osób tylko po to, żeby zrobić światu na złość i się zemścić? Nie potrafię tego zrozumieć.
Usłyszałam dziś, że "dobrze tak Żabojadom, mają te swoje wolne granice i należy im się, że nam nie pomogli jak wojna się zaczęła". Uważam, że to nie ma teraz znaczenia kogo to spotkało. Człowiek to człowiek i niewinny nie zasługuje na śmierć. Ta cała sytuacja nie powinna mieć miejsca.
Ale najgorsze i tak dopiero przed nami. Za miesiąc, może dwa, wszyscy o tym zapomną i co będzie potem? Letarg, który potrwa do kolejnej takiej sytuacji? Czy może jednak ktoś coś z tym zrobi i przestanie myśleć zamkniętym umysłem?
Moje serce jest jak autobus: ma 48 miejsc siedzących i pełno rurek do trzymania się podczas stania... Taka właśnie jestem!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Francja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Francja. Pokaż wszystkie posty
sobota, 14 listopada 2015
poniedziałek, 8 grudnia 2014
Wróćmy do czasów, gdy wszyscy byliśmy dziećmi! Czyli idealny prezent na Mikołajki!
Z czym nam się kojarzy Francja? Z Wieżą Eiffla? Z Champs-Élysées?
A może z jadalnymi kasztanami i bagietką? Otóż, Moi Drodzy, w moim przypadku
jest zupełnie inaczej. Z tej okazji, że w sobotę obchodziliśmy Mikołajki mi
przychodzi do głowy tylko jedno: René Goscinny i Jean-Jacques Sempé, czyli
ojcowie pewnego uroczego chłopca o imieniu Mikołaj. Moje dzieciństwo bez tego
uroczego rozrabiaki byłoby bardzo nudne. Pierwszą książkę zatytułowaną po
prostu „Mikołajek” poleciła mi pani z biblioteki w podstawówce, a potem to już
się zakochałam i samo poszło. Kolejne tomy chłonęłam jak gąbka. A najgorszą
rzeczą wtedy było dla mnie to, że na całą szkołę był tylko jeden egzemplarz „Wakacji
Mikołajka” i trzeba było czekać w długiej kolejce, żeby móc ją przeczytać. Mi
na szczęście posiadanie jej przypadło na ferie zimowe, więc byłam bardzo
szczęśliwa, bo nie zostałam skazana na nudę.
Pamiętam, gdy pojawiły się w księgarniach „Nowe przygody
Mikołajka”. Potężny tom, który zawierał w sobie jeszcze więcej interesujących
historyjek. Spędziłam cały tydzień nad jeziorem czytając i czytając. Wolałam
siedzieć w namiocie i wertować książkę niż iść popływać albo łowić ryby (tak,
tak, swego czasu uwielbiałam to robić!). Jednak jest najstraszniejsze
wspomnienie związane z Mikołajkiem. Drugi tom „Nowych Przygód Mikołajka”
wychodził właśnie na Mikołajki, gdy byłam w szóstej klasie podstawówki. Od
miesiąca prosiłam Mikołaja, a właściwie rodziców o tą książkę na 6 grudnia.
Niestety moi rodzice nie spełnili mojej prośby i byłam mocno rozczarowana.
Dodatkowo zrobiło mi się przykro, gdy okazało się, że moja najlepsza
przyjaciółka ową książkę dostała właśnie w prezencie. Szczerze mówiąc
popłakałam się wtedy. Ale że miałam (i nadal mam!) wspaniałą przyjaciółkę
oznajmiła mi, że podzieli się nią ze mną i będziemy ją razem czytać. Poszłyśmy
do pana od historii i poprosiłyśmy go o zgodę na czytanie na jego lekcji.
Zgodził się pod warunkiem, że będziemy cicho. Rozradowane usiadłyśmy w
ostatniej ławce i czytałyśmy całe czterdzieści pięć minut. Za to moi rodzice
zrehabilitowali się i dostałam książkę pod choinkę.
A o czym jest sama książka? Jak sugeruje tytuł o Mikołajku,
który jest jednocześnie narratorem wszystkich opowiadań. To uroczy chłopiec,
który mieszka wraz z rodzicami we Francji. Chodzi do jednej z męskich szkół i
ma mnóstwo przygód. Jego najlepszym przyjacielem jest Alcest, który ciągle je i
jest gruby, a ukochaną, do której wzdycha (oczywiście nie przyznaje się do tego
publicznie) jest jego sąsiadka Jadwinia. Ma też kilku kolegów, m.in. Kleofasa, który
jest najgorszym uczniem w klasie, ale jako jedyny ma telewizor w domu, Euzebiusza,
który jest najsilniejszy i lubi dawać fangi w nos, Gotfryda, którego tata jest
bardzo bogaty, dzięki czemu chłopiec ma wszystko czego tylko zapragnie. Jest
także Rufus, którego tata jest policjantem, Maksencjusz, który szybko biega i
ma ciągle brudne kolana oraz Joachim, który świetnie gra w kulki. W klasie jest
również Ananiasz, którego nikt nie lubi, bo jest pupilkiem wychowawczyni i ma
najlepsze oceny w klasie, a do tego nosi okulary i nie można go bić. W
opowiadaniach pojawia się jeszcze kilku innych bohaterów np. Rosół (opiekun w
szkole), Bunia (babcia Mikołaja), Pan Blédurt (sąsiad chłopca, który lubi się
przekomarzać z jego tatą).
Kilka lat temu (niestety dokładnie nie pamiętam kiedy, ale
to chyba było na początku mojej edukacji w liceum) została wydana książka pt.: „Nieznane
przygody Mikołajka”. Jest to zbiór dziesięciu opowiadań opatrzonych kolorowymi
akwarelami (o ile się nie mylę). Niestety ze smutkiem muszę stwierdzić, że
przedstawienie obrazków z książki w kolorze nie trafiło do mnie. Wolałam, gdy
były one klasyczne, czarno-białe poprowadzone jakby jedną, grubą, czarną
kreską. Może i jestem starodawna, ale wolę to co klasyczne i sprawdzone.
Ostatnio byłam w Empiku i w dziale z prezentami znalazłam
cudowne wydanie wszystkich opowiadań z tomu pierwszego i drugiego „Nowych
przygód Mikołajka” i gdyby nie to, że mam każdy tom osobno to nie wahałabym się
i zakupiłabym tą książkę. Ale mam zamiar w najbliższym czasie zarazić mojego
młodszego kuzyna opowiadaniami o Mikołajku, to może będę miała gest i kupię mu
to wielkie tomisko. A co mi tam!
Na dowód tego, że Mikołajek stał się kultowy można obejrzeć
przygody małego bohatera na ekranach kinowych. Powstały już dwa filmy o
francuskim łobuziaku. Na pierwszym filmie byłam w kinie i przytrafiła mi się
zabawna sytuacja, bo na seans wybrałam się sama, ja człowiek 16-letni (to było
parę lat temu), a dookoła mnie same 11-latki i młodsze dzieci. Cóż, taki tam
komizm. Ale śmiałam się równie głośno co oni. A drugą część niestety nie było
mi dane iść do kina, bo wyszła ona w tym roku w wakacje, a ja w tym czasie
pracowałam, a do najbliższego kina, w którym grano film miałam ok. 40 km. Ale
od czego jest wydanie DVD? Obiecuję nadrobić.
Ja ze swojej strony gorąco polecam historyjki o Mikołajku i
to nie tylko dzieciom, ale i dorosłym. Każdy w nich znajdzie coś dla siebie i
będzie się śmiał z czegoś innego. Książki jak najbardziej idealne na prezent
pod choinkę albo na Mikołajki.
Subskrybuj:
Posty (Atom)