Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Francja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Francja. Pokaż wszystkie posty

sobota, 14 listopada 2015

#PrayForParis

Wpis miał być dzisiaj o czymś innym, ale to coś inne nie doszło do skutku. Za to noc przyniosła straszne wydarzenia. Nie dość, że wczoraj był piątek 13-ego to jeszcze jadąc do domu pociągiem pomyślałam, że fajnie by było za rok pojechać do Paryża chociaż na tydzień. Jakoś nigdy szczególnie nie wielbiłam stolicy Francji, ale zmiana otoczenia byłaby czymś miłym. W końcu ktoś kiedyś powiedział, że trzeba podróżować, żeby być dobrym humanistą. A tuż po północy moje przyszłoroczne plany pękły jak bańka mydlana.

To, co się stało to okropna tragedia. Prawie do trzeciej w nocy śledziłam wiadomości w tv, na Facebooku, Twitterze i w NY Timesie. To nie do pomyślenia, że banda fanatyków rozwala pół miasta w imię nie wiadomo czego. Bo jeśli ktoś mi powie, że to w imię Boga to powiem mu, żeby poszedł do psychiatry.

Naprawdę nie wyobrażam sobie, że idę w piątkowy wieczór na koncert albo na kolację i nie wracam z niego/niej, bo ginę z rąk szaleńca. Dlaczego zabiera się życie niewinnych osób tylko po to, żeby zrobić światu na złość i się zemścić? Nie potrafię tego zrozumieć.

Usłyszałam dziś, że "dobrze tak Żabojadom, mają te swoje wolne granice i należy im się, że nam nie pomogli jak wojna się zaczęła". Uważam, że to nie ma teraz znaczenia kogo to spotkało. Człowiek to człowiek i niewinny nie zasługuje na śmierć. Ta cała sytuacja nie powinna mieć miejsca.

Ale najgorsze i tak dopiero przed nami. Za miesiąc, może dwa, wszyscy o tym zapomną i co będzie potem? Letarg, który potrwa do kolejnej takiej sytuacji? Czy może jednak ktoś coś z tym zrobi i przestanie myśleć zamkniętym umysłem?

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Wróćmy do czasów, gdy wszyscy byliśmy dziećmi! Czyli idealny prezent na Mikołajki!

Z czym nam się kojarzy Francja? Z Wieżą Eiffla? Z Champs-Élysées? A może z jadalnymi kasztanami i bagietką? Otóż, Moi Drodzy, w moim przypadku jest zupełnie inaczej. Z tej okazji, że w sobotę obchodziliśmy Mikołajki mi przychodzi do głowy tylko jedno: René Goscinny i Jean-Jacques Sempé, czyli ojcowie pewnego uroczego chłopca o imieniu Mikołaj. Moje dzieciństwo bez tego uroczego rozrabiaki byłoby bardzo nudne. Pierwszą książkę zatytułowaną po prostu „Mikołajek” poleciła mi pani z biblioteki w podstawówce, a potem to już się zakochałam i samo poszło. Kolejne tomy chłonęłam jak gąbka. A najgorszą rzeczą wtedy było dla mnie to, że na całą szkołę był tylko jeden egzemplarz „Wakacji Mikołajka” i trzeba było czekać w długiej kolejce, żeby móc ją przeczytać. Mi na szczęście posiadanie jej przypadło na ferie zimowe, więc byłam bardzo szczęśliwa, bo nie zostałam skazana na nudę.

Pamiętam, gdy pojawiły się w księgarniach „Nowe przygody Mikołajka”. Potężny tom, który zawierał w sobie jeszcze więcej interesujących historyjek. Spędziłam cały tydzień nad jeziorem czytając i czytając. Wolałam siedzieć w namiocie i wertować książkę niż iść popływać albo łowić ryby (tak, tak, swego czasu uwielbiałam to robić!). Jednak jest najstraszniejsze wspomnienie związane z Mikołajkiem. Drugi tom „Nowych Przygód Mikołajka” wychodził właśnie na Mikołajki, gdy byłam w szóstej klasie podstawówki. Od miesiąca prosiłam Mikołaja, a właściwie rodziców o tą książkę na 6 grudnia. Niestety moi rodzice nie spełnili mojej prośby i byłam mocno rozczarowana. Dodatkowo zrobiło mi się przykro, gdy okazało się, że moja najlepsza przyjaciółka ową książkę dostała właśnie w prezencie. Szczerze mówiąc popłakałam się wtedy. Ale że miałam (i nadal mam!) wspaniałą przyjaciółkę oznajmiła mi, że podzieli się nią ze mną i będziemy ją razem czytać. Poszłyśmy do pana od historii i poprosiłyśmy go o zgodę na czytanie na jego lekcji. Zgodził się pod warunkiem, że będziemy cicho. Rozradowane usiadłyśmy w ostatniej ławce i czytałyśmy całe czterdzieści pięć minut. Za to moi rodzice zrehabilitowali się i dostałam książkę pod choinkę.

A o czym jest sama książka? Jak sugeruje tytuł o Mikołajku, który jest jednocześnie narratorem wszystkich opowiadań. To uroczy chłopiec, który mieszka wraz z rodzicami we Francji. Chodzi do jednej z męskich szkół i ma mnóstwo przygód. Jego najlepszym przyjacielem jest Alcest, który ciągle je i jest gruby, a ukochaną, do której wzdycha (oczywiście nie przyznaje się do tego publicznie) jest jego sąsiadka Jadwinia. Ma też kilku kolegów, m.in. Kleofasa, który jest najgorszym uczniem w klasie, ale jako jedyny ma telewizor w domu, Euzebiusza, który jest najsilniejszy i lubi dawać fangi w nos, Gotfryda, którego tata jest bardzo bogaty, dzięki czemu chłopiec ma wszystko czego tylko zapragnie. Jest także Rufus, którego tata jest policjantem, Maksencjusz, który szybko biega i ma ciągle brudne kolana oraz Joachim, który świetnie gra w kulki. W klasie jest również Ananiasz, którego nikt nie lubi, bo jest pupilkiem wychowawczyni i ma najlepsze oceny w klasie, a do tego nosi okulary i nie można go bić. W opowiadaniach pojawia się jeszcze kilku innych bohaterów np. Rosół (opiekun w szkole), Bunia (babcia Mikołaja), Pan Blédurt (sąsiad chłopca, który lubi się przekomarzać z jego tatą).

Kilka lat temu (niestety dokładnie nie pamiętam kiedy, ale to chyba było na początku mojej edukacji w liceum) została wydana książka pt.: „Nieznane przygody Mikołajka”. Jest to zbiór dziesięciu opowiadań opatrzonych kolorowymi akwarelami (o ile się nie mylę). Niestety ze smutkiem muszę stwierdzić, że przedstawienie obrazków z książki w kolorze nie trafiło do mnie. Wolałam, gdy były one klasyczne, czarno-białe poprowadzone jakby jedną, grubą, czarną kreską. Może i jestem starodawna, ale wolę to co klasyczne i sprawdzone.

Ostatnio byłam w Empiku i w dziale z prezentami znalazłam cudowne wydanie wszystkich opowiadań z tomu pierwszego i drugiego „Nowych przygód Mikołajka” i gdyby nie to, że mam każdy tom osobno to nie wahałabym się i zakupiłabym tą książkę. Ale mam zamiar w najbliższym czasie zarazić mojego młodszego kuzyna opowiadaniami o Mikołajku, to może będę miała gest i kupię mu to wielkie tomisko. A co mi tam!

Na dowód tego, że Mikołajek stał się kultowy można obejrzeć przygody małego bohatera na ekranach kinowych. Powstały już dwa filmy o francuskim łobuziaku. Na pierwszym filmie byłam w kinie i przytrafiła mi się zabawna sytuacja, bo na seans wybrałam się sama, ja człowiek 16-letni (to było parę lat temu), a dookoła mnie same 11-latki i młodsze dzieci. Cóż, taki tam komizm. Ale śmiałam się równie głośno co oni. A drugą część niestety nie było mi dane iść do kina, bo wyszła ona w tym roku w wakacje, a ja w tym czasie pracowałam, a do najbliższego kina, w którym grano film miałam ok. 40 km. Ale od czego jest wydanie DVD? Obiecuję nadrobić.


Ja ze swojej strony gorąco polecam historyjki o Mikołajku i to nie tylko dzieciom, ale i dorosłym. Każdy w nich znajdzie coś dla siebie i będzie się śmiał z czegoś innego. Książki jak najbardziej idealne na prezent pod choinkę albo na Mikołajki.