Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poldark. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poldark. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 19 grudnia 2016

Top 7 OTP, czyli wolę cudze życie uczuciowe niż swoje

W kinie obecnie bieda, seriale pomału nadrabiam (dzisiaj machnęłam cztery odcinki, co by nadgonić), ale za to dużo książek czytam. Niestety na razie o żadnej nie napiszę, bo wszystkie mam rozgrzebane i żadna nie jest skończona. Rzucę się za to na uniwersalny temat, czyli seria: "Moje ulubione to...". Dziś padło na OTP-y. Dla osób, które na znają fandomowych pojęć już biegnę z pomocą i tłumaczę o co chodzi. OPT (z ang. one true parring) to jedna ulubiona para z danego serialu. Właściwie powinna to być tylko jedna jedyna, ale ja się nie potrafię zdecydować. Za dużo tego przewinęło się w moim życiu. Przedstawię siedem, które mają szczególne miejsce w moim sercu z różnych powodów. Kolejność prawdopodobnie przypadkowa :)

UWAGA! MOŻLIWE SPOILERY!

1. Danny i Lindsay - CSI:NY

Prawda jest taka, że to pierwszy OTP na punkcie, którego szalałam. CSI:NY to mój pierwszy poważny zagraniczny serial, który śledziłam z zapartym tchem. Swoją przygodę rozpoczęłam na przełomie 4/5 sezonu. Od 5 do 9 sezonu śledziłam już co tydzień na bieżąco. Najpierw odbijało mi na punkcie Danny'ego (Carmine Giovinazzo). I to nawet bardzo. A potem stwierdziłam, że z Lindsay (Anna Belknap) tak ładnie razem wyglądają i trzeba im kibicować. Na dokładkę scenarzyści zafundowali widzom piąty sezon pod znakiem zawirowań dla tej pary, więc było jak znalazł.


Teraz nawet, gdy oglądam powtórki CSI:NY z sentymentem na nich patrzę i przypominają mi się szalone czasy gimnazjum, gdy po szkole leciałam do domu, byle tylko dorwać nowe fragmenty kolejnego odcinka i z niecierpliwością czekać na napisy do świeżutkiego odcinka. Dzięki CSI:NY i tej parze trafiłam na świetne forum, na którym spędziłam prawie trzy lata (przez wiele zawirowań niestety zniknęło ono z sieci). 


2. House i Cuddy (Huddy) - House M.D. 

A tu to jest taka dosyć specyficzna sytuacja, bo odkąd zaczęłam oglądać House'a (tak jak w przypadku CSI:NY zaczęło się to na bieżąco od 5 sezonu) to tak strasznie chciałam, żeby w końcu House (Hugh Laurie) i Cuddy (Lisa Edelstein) byli ze sobą, a jak już pod koniec szóstego sezonu do tego doszło i w siódmym rozwinęli ten wątek to poczułam takie wielkie rozczarowanie. Może dlatego, że jeszcze wtedy nie zdawałam sobie sprawy, że House nie jest w stanie się zmienić. 


Muszę się tu oficjalnie przyznać, że do tej pory nie obejrzałam serialu do końca. Zatrzymałam się na piątym albo szóstym odcinku ostatniego sezonu i stwierdziłam, że sorry, ale dalej nie mogę. Ósmy sezon ewidentnie na siłę. Teraz, po tylko latach jestem zdania, że powinni to zakończyć po szóstym sezonie, co by wszyscy wyszli z tego z twarzą. A tak naprawdę w tym serialu był jeden słuszny OTP, czyli House i Wilson :)


Bonus w postaci House'a i Wilsona :)


3. Owen i Cristina - Grey's Anatomy

No dobrze, to są moje najukochańsze dzieciaczki w całych Chirurgach. Tak bardzo nie mogłam znieść Cristiny (Sandra Oh) z Burkiem (Isaiah Washington), a teraz nie mogę patrzeć na Owena (Kevin McKidd) z Amelią (Caterina Scorsone). Oni byli dla siebie idealni, ale oczywiście nic nie może trwać wiecznie i scenarzyści musieli wszystko zepsuć. Przyznaję się, że to tylko dla nich oglądałam Chirurgów (obecnie oglądam tylko dla Owena).


Moja przygoda z Chirurgami zaczęła się w sumie od ostatniego odcinka szóstego sezonu, ale wkręciłam się na serio od 9 szóstego sezonu (jak wszystko od tyłka strony). Oczywiście za czasów dzieciaka jak leciało na Polsacie to trochę oglądałam, ale wtedy jeszcze nie miałam świadomości, że ten serial zabierze mi tyle życia. Trwam już z nim jakieś sześć albo siedem lat, ale dzięki tej produkcji poznałam pewną osobę ;) A właściwie dzięki forum, na którym jestem, a które dotyczy Chirurgów. Dlatego do tej pory z ciężkim sercem patrzę na Owena bez Cristiny, a stare odcinki przypominają mi o tym, że Cris w pewnym momencie zniknie. 


4. Ross i Rachel - Friends

No cóż, klasyk klasyków. Fani są podzieleni albo kochają Rossa (David Schwimmer) i Rachel (Jennifer Aniston) albo twierdzą, że ich związek to jedna wielka pomyłka. Ja jestem w tej pierwszej grupie i kocham ich całym serduszkiem. Przez dziesięć lat krążyli wokół siebie (he, he, nawet wcześniej, bo Ross kochał się w Rachel już w szkole), by na końcu chyba im wyszło. Oczywiście jedno jedyne zdanie, które może podsumować tą parę to:


Z miłości do nich mam popsa Rossa i jeszcze tylko dokupić muszę Rachel i będzie komplet. Kocham ten serial miłością odwieczną i mogę go oglądać non stop, co oczywiście ułatwia mi Comedy Central, bo nawet jak zakończą puszczanie 10 sezonu to od razu wskakuje na tapetę 1. I wszystko się zgadza. 


5. Ross i Demelza - Poldark

Oczywiście nie muszę się przyznawać, że serial zaczęłam oglądać dla Rossa (Aidan Turner), bo nikt tak pięknie nie wygląda z kosą w ręku po środku pola jak on. Na szczęście do tego pięknego obrazka dołożyli mu piękną małżonkę Demelzę (Eleanor Tomlinson), której tak okropnie zazdroszczę tych pięknych włosów. Ktoś z castingiem naprawdę bardzo ładnie się postarał, bo to mistrzowski duet. Demelza może być kochana, ale też jak przywali facetowi, że nie będzie wiedział jak się nazywa to szacun. A Ross to Ross...


Bardzo się cieszę, że w przerwie od oglądania i w oczekiwaniu na trzeci sezon mogę czytać książkę, na podstawie, której to powstaje. Wczoraj w nocy zaczęłam trzeci tom, a 15 lutego wychodzi już piąty. A to oznacza, że będę miała idealny prezent na Walentynki dla siebie. Widzicie jak bardzo kocham samą siebie. Oczywiście w książce są pewne różnice, bohaterowie wyglądają inaczej niż w opisie autora, ale czytając przed oczami mam tych państwa z gifu. Jak to podkuchenna może zmienić życie człowieka. 


6. Dwight i Caroline - Poldark

Pozostajemy w Kornwalii i pośród pięknych ludzi. To moja najświeższa para do kochania. Dopiero przy końcu drugiego sezonu ich pokochałam (bo samego Dwighta to gdzieś tak w okolicy końca pierwszego sezonu). Dwight (Luke Norris) i Caroline (Gabriella Wilde) początkowo sprawiali wrażenie, że nie, że raczej nie. Właściwie to Dwight, ale potem to już poszło. A wszystko w sumie zaczęło się od jej bólu gardła i karmienia buldożka czekoladą. 


W trzecim tomie książki dopiero o Caroline jest mowa, za to Dwight jest "wyklęty" po pewnym incydencie jaki miał miejsce. Z kolei w serialu ona początkowo jej dosyć rozpieszczoną i rozkapryszoną młodą damą (nie ma jeszcze osiemnastu lat!), ale potem okaże się, że dzięki miłości do Dwighta uratuje skórę Rossa. Ech, cudownie jest mieć przyjaciół. I to zakochanych przyjaciół. 


7. Joe i Cameron - Halt and Catch Fire

Ostatnia, ale zdecydowanie najlepsza moja para. Co zabawne, żadne z nich nie przyznaje się do uczucia do drugiej osoby (no dobra, Joe przyzna się do czegoś, ale nie przed nią). Oboje to mega skomplikowane postacie. Joe (Lee Pace) niezdecydowany czy woli chłopców czy dziewczynki, a Cameron (Mackenzie Davis) wiecznie naburmuszone, stawiające na swoim dziecko. A mimo to ciągnie ich do siebie jak ćmę do ognia. 


Najlepsze w tej parze jest to, że mimo tego iż oboje byli z kimś innym w różnym czasie to zawsze ich drogi się przecinały. W drugim sezonie to Joe popłyną i niby z miłości wziął ślub (tak, tak, odcinek albo dwa później już był rozwód), z kolei w trzecim sezonie to Cameron poszalała, co tylko uświadomiło Joe co on tak naprawdę do niej czuje. Bo chyba to musi być miłość skoro od rozstania mija 7 lat, a on się w końcu przyznaje, że jest zakochany? Mam nadzieję, że scenarzyści tego nie zepsują i w czwartym, ostatnim sezonie będzie po mojej myśli, tym bardziej, że dream team z pierwszego sezonu znowu rozpoczyna wspólną pracę.


Cóż, to tylko wierzchołek góry lodowej. Oczywiście wyszło mi jak zwykle, nie do końca tak jak chciałam, ale jest jak jest. 

Chętnie poczytam jakie wy macie OTP-y :) 

P.S. To pierwszy post jak pojawił się w grudniu. Zdecydowanie mam formę spadkową. Potrzebuję motywacji do pisania. Jakieś pomysły? :)

środa, 29 kwietnia 2015

Do Kornwalii, drodzy Państwo... Do Kornwalii...

Z zasady nie oglądam seriali/filmów kostiumowych. Nie rajcują mnie historyczne klimaty, ale zdarzają się wyjątki. Jednym takim wyjątkiem jest świeżutka produkcja BBC "Poldark". Dlaczego zaczęłam to oglądać? Odpowiedź jest bardzo prosta: Aidan Turner, czyli aktor grający głównego bohatera, Rossa Poldarka. Aidana uwielbiam odkąd pierwszy raz zobaczyłam Hobbita i bezapelacyjnie musiał on dołączyć do mojego WFA. Zdecydowanie jest zdolnym aktorem, a że w pakiecie natura nie pożydziła mu urody (co jak co, ale przystojny jest) to tylko na plus. Gdy tylko dowiedziałam się, że serial jest w przygotowaniu to nie mogłam się doczekać pierwszego odcinka. I prawidłowo, bo się nie zawiodłam.


UWAGA, może zawierać spoilery! :) 

No dobrze, to zacznijmy od początku. Wyobraźmy sobie, że udało nam się wrócić z wojny. Dowiadujemy się, że zmarł nasz ojciec i zostawił nam spadek. Przyjeżdżamy do rodzinnej miejscowości i okazuje się, że nic nie jest takie jak nam się wydaje. Spadek to rudera, która trochę przypomina dom i nieczynna kopalnia. Dodatkowo w domu zastajemy dwóch nierobów, którzy są małżeństwem i byli przyjaciółmi ojca. Ze względu na przeszłość nie mamy serca ich wyrzucić z domu i przygarniamy ich do pomocy. Przy czym mamy jeden podstawowy problem: nie mamy co jeść. Ale zajmiemy się tym potem. To poczeka. Nakazujemy naszym parobkom zabrać się za doprowadzenie domu do stanu użytku (sami też weźmiemy w tym udział, ale najpierw mamy inne sprawy do załatwienia). W tym czasie udajemy się do dawno niewidzianej rodziny. Wchodzimy do ich domu, witamy się, a oni oznajmiają nam, że nie spodziewali się nas, bo myśleli, że jesteśmy martwi. My się tym zbytnio nie przejmujemy, bo dostrzegamy naszą ukochaną. Witamy ją z radością i po chwili dowiadujemy się, że ona również myślała, że nie żyjemy i postanowiła się zaręczyć z naszym najbliższym kuzynem. Cóż, boli. Na szczęście z naszego powrotu szczerze cieszy się tylko jedna osoba - nasza kuzynka, która zawsze w nas wierzyła. 


Na odchodne prosimy wuja o jedną rzecz. O konia. W końcu potrzebujemy dobrego wierzchowca. Otrzymujemy go i wracamy do naszego gospodarstwa, w którym zabieramy się do pracy. Sami własnymi rękoma naprawiamy wszystko co tylko się da. I w przeciwieństwie do naszej służby robimy wszystko co w naszej mocy (oni wolą się obijać i pić napoje wysokoalkoholowe). Zmęczenie pracą stwierdzamy, że musimy udać się do miasta. Tam trafiamy na walki psów i pomagamy pewnemu dziecku, które usiłuje zabrać swojego psa z piekła. Niestety bezskutecznie. Ratujemy i psa i dziecko. Dziecko zabieramy do miejscowej tawerny i karmimy je. Jest tak wystraszone, że nie jest w stanie nic powiedzieć. Potem okazuje się, że dziecko to nie dziecko. To kobieta. I to piękna. Zabieramy ją ze sobą i angażujemy jako podkuchenną. Przyznała się, że w domu ojciec ją bije i jest prawdziwe piekło. 


Nasi parobkowie jej nie akceptują, bo twierdzą, że jest nie potrzebna i nie będzie miała co jeść. Ostatecznie jest bardziej przydatna niż oni oboje razem wzięci. Potem będzie chciała uciec i umożliwimy jej to, ale oboje zdamy sobie sprawę, że to nie ma sensu i tutaj będzie szczęśliwsza. Po powrocie zabiera się za pracę jeszcze mocniej niż wcześniej i zdobywa nasze zaufanie, a my jej. Podkuchenna przywiązuje się coraz bardziej i dochodzi do tego, że zakochuje się w nas, ale my tego jeszcze nie widzimy. Ciągle myślimy o naszej byłej ukochanej, która teraz już jest żoną innego. Naszego kuzyna. To nadal nas boli, ale musimy sobie z tym poradzić, ponieważ pojawiają się nowe kłopoty. Na horyzoncie pojawia się miejscowy bogacz, który jest bardzo przebiegły i nie pozwoli, by ktoś nowy wkroczył na jego finansowe terytorium. A nam udaje się odbudować kopalnie, którą dostaliśmy po ojcu i zatrudniamy wszystkich, którzy tego potrzebują. Jesteśmy takim miejscowym Świętym Mikołajem.


Coraz bardziej przywiązujemy się do naszej podkuchennej i zaczynamy zauważać, że coś jest na rzeczy. Do tego całe miasto zaczyna o nas plotkować, że jak to tak, mezalians? Że pan i podkuchenna? Nie wiemy do końca co o tym myśleć. Nie zdajemy sobie nawet sprawy, że nasza służąca myszkuje w naszym pokoju, gdy nie ma nas na horyzoncie i grzebie w naszych rzeczach. Przyłapujemy ją na tym i jesteśmy źli. Bardzo źli... Ale dzięki tej złości przekonujemy się czego tak naprawdę chcemy. Dochodzi między nami do wybuchu namiętności i potwierdzamy, ale tylko sobie, że plotki, które można usłyszeć na mieście to chyba prawda. Jednak nie możemy żyć w nieżądzie. Postanawiamy, że nie ma innej możliwości jak tylko pojawienie się przed obliczem pana i złożenie przysięgi małżeńskiej. Tak też robimy. Podkuchenna stała się naszą żoną, co sprawia, że jesteśmy potępieni. Ale kogo to obchodzi, gdy my chyba rzeczywiście się zakochaliśmy?


Zaczyna nam się układać coraz lepiej. Miłość kwitnie, w kopalni też nie najgorzej. Ale dowiadujemy się, że wuj umiera, a nasza kuzynka się zakochuje co doprowadza jej brata, a naszego kuzyna do szewskiej pasji. Wybranek jej serca (według niego) to podły zabójca żony, a do tego pirat. Nasza kuzynka jednak w to nie wierzy. Oprócz tego, że jest zakochana to staje się przyjaciółką naszej żony i pierwsza, przed nami, dowiaduje się, że zostaniemy ojcem. Na chwilę przed tym, gdy żona nam mówi o owym fakcie my zdobywamy się na szczerość i wyznajemy ukochanej miłość. 


Czas szybko mija, a nasza luba jest już bliska rozwiązania. Gdy dziecko przychodzi na świat, my wprowadzamy naszego przyjaciela, lekarza na salony. A on w zamian za to informuje nas, że naszej ojcostwo stało się rzeczywistością. Pędzimy na złamanie karku na naszym koniu, wpadamy do domu i słyszymy płacz dziecka. Przyrzekamy żonie, że zrobimy wszystko dla naszej córki, by była bezpieczna. 


Później, jak to w życiu bywa, raz lepiej, a raz gorzej. Nasz dobry znajomy trafia do więzienia i tam umiera, mimo że próbowaliśmy mu pomóc. Między naszym przyjacielem, a nową żoną naszego znajomego (w sumie to też przyjaciela) dochodzi do romansu. Skutki są tragiczne. Do tego w mieście panuje głód, my zastanawiamy się jak przetrwać. Próbujemy zdobyć wspólników, bo z biznesem coraz gorzej. Do tego oddajemy się hazardowi i wpadamy w lekki alkoholizm, co zauważa nasza żona, ale nic nie mówi. Na szczęście sami odzyskujemy rozum. Niestety potem jest już tylko gorzej. Na miasto spada zaraza, która dotyka naszą rodzinę i nie ma ona szczęśliwego zakończenia. Płaczemy otwarcie i nie wstydzimy się tego, bo wiemy, że wszyscy to zrozumieją, mimo iż nie akceptują tego w jakiej rodzinie obecnie żyjemy. Ale to nas nie powinno obchodzi, to nasze życie. Teraz trochę bardziej smutniejsze. 


A żeby tego było mało dowiadujemy się, że przez pewną morską katastrofę i grabież jakiej dokonujemy (ale w słusznej sprawie) zostajemy aresztowani i otrzymujemy okropne zarzuty. W tym zarzut morderstwa... Zabiera nas straż i oczekujemy na drugi sezon naszych dalszych losów.


Tak w skrócie wygląda życie Rossa Poldarka na przestrzeni pierwszych ośmiu odcinków debiutanckiego sezonu. Oprócz tego, że serial przedstawia kolorowe przygody naszego bohatera to w pakiecie dostajemy piękne widoki na klify, łąki i domy. 


Nie mogę się doczekać drugiego sezonu, który już oficjalnie został zapowiedziany. Mam nadzieję, że będzie równie dobry jak pierwszy i nie straci na swoim uroku mimo iż ostatni odcinek sezonu przyniósł wiele niespodzianek. A jak tylko pierwszy sezon pojawi się na DVD to lecę do sklepu i kupuję bez zastanowienia. Nieważne ile to będzie kosztowało. Chcę to mieć! 

P.S. Nie wszystkie wątki z serialu tu poruszyłam także całkowitego spoileru nie zrobiłam. Ale w sporej części tak. :)

wtorek, 14 kwietnia 2015

5 powodów, dla których człowiek zaczyna oglądać seriale

Niech ktoś mi pokaże osobę, która wcale nie ogląda żadnego serialu. Każdy coś ogląda. Nawet Klan albo Na Wspólnej. Niestety (a może i stety) ja tych tytułów nie oglądam, ale są tacy co uwielbiają. Właśnie skończyłam oglądać kolejny odcinek Poldark i po raz kolejny zwoje w moim mózgu nie funkcjonują prawidłowo, ale postaram się pisać w miarę rzeczowo. Ale wracając do tematu. Jak to się dzieje, że zaczynamy coś oglądać? Przecież chyba nie z powietrza? Oto pięć powodów dzięki którym ja zaczęłam oglądać seriale, które oglądam.

1. Bo rodzina/znajomi polecili

Mam tutaj kilka przykładów. Przynajmniej tak zaczęła się moja przygoda z Friends, Grey's Anatomy (z polecenia jednej kuzynki), z Sherlockiem (z polecenia drugiej kuzynki) oraz z Bones (z polecenia koleżanki). Każdy z tych seriali początkowo dość ostrożnie traktowałam. Niby jeden odcinek, tak żeby nie było, a potem to już wyszło nałogowo. Potrafiłam przesiedzieć cały dzień (tak było w przypadku Friends) w Internecie i oglądać on-line, a potem jeszcze trafić w telewizji i oglądać dalej. Nie miało znaczenia, że nie robię nic innego jak siedzę przed ekranem i marnuję czas, Jedyne co mnie wtedy odciągało od komputera to potrzeba wyjścia do sklepu po zakupy i skorzystania z toilet. 

Z pierwszymi trzema serialami związałam się mocno i nadal je namiętnie oglądam (w przypadku Sherlocka to już usycham z oczekiwania na nowy sezon... 2017 rok jest tak daleko...). Z kolei na Bones jakoś zapotrzebowanie mi przeszło. Jak trafiłam gdzieś w telewizji to owszem, oglądałam (albo oglądam), ale żeby teraz śledzić co się dzieje to już mniej. Wiem tylko tyle, że u głównym bohaterów dużo się zmieniło, ale nie będę pisać co, bo nie chcę robić spoilera. 


2. Bo ładny aktor tam gra

W tej kategorii zdecydowanie mam najwięcej pozycji. Zaczynając od najwcześniejszego, czyli CSI NY, potem był House M.D., później GA (ale jest ono już w pierwszym punkcie, więc tego się trzymajmy), Rome, Journeyman, potem długo, długo nic, a teraz Sherlock (to samo co z GA, więc pominę), Fargo, Pushing Daisies, Halt and Catch Fire (cóż, tak to jest jak postanawia się obejrzeć wszystkie filmy i seriale z Lee Pacem) oraz wspomniany na samym początku Poldark. Chcą, nie chcą wiąże się to silnie z popadaniem w fanatyzm, ale kto tego zabroni? Zapewne pominęłam w tym punkcie jakiś serial (co jest normalne, bo wielu aktorów już przemaglowałam), ale trudno.

Generalnie do wszystkich seriali z tej listy mam sentyment i gdy tylko nadarza się okazja, by coś obejrzeć to się nie zastanawiam i zatapiam się w seansie. Teraz mam silne ciśnienie na Poldark (zostały jeszcze tylko dwa odcinki tego sezonu *płacze w kącie*, ale na szczęście dostali drugi sezon) oraz na Halt and Catch Fire, które z drugim sezonem startuje już 31 maja (serial się zaczyna, ale sesja też nie odpuszcza i przychodzi wraz z czerwcem). Nic, tylko czekać. 


3. Bo nuda

Tak miałam w przypadku The Big Bang Theory (chociaż moje kuzynki też mi mówiły, że to świetny serial) albo Sex and The City. Łączyło się to najczęściej z bezsennością. Bo co człowiek może robić o 1 w nocy, gdy nie chce mu się spać, a jedyne co zostało mu do roboty to oglądanie telewizji? I tak wtedy włącza się Comedy Central albo Comedy Central Family i tłucze się do 3 w nocy maratony, które puszczają, by przy siódmym tym samy maratonie człowiek znał dialogi na pamięć. 

Takie nocne maratony zdarzają się też w przypadku Friends, ale to nie ta kategoria. Co do
Sex and The City to oglądam za każdym razem i każdy sezon widziałam już chyba z dziesięć razy. Ale ciągle oglądam, gdy trafię w TV. Z kolei The Big Bang Theory dopiero "uczę się" oglądać i jeszcze nie wszystkie odcinki widziałam, ale mam zamiar to nadrobić.


4. Bo wszyscy oglądają

W tej kategorii jest jak na razie tylko jeden serial: House of Cards. Zaczęłam dopiero wczoraj, ale już się zakochałam i mam zamiar oglądać dalej. Prawdę mówiąc wcześniej miałam się za to zabrać, ale zawsze coś stawało mi na drodze. W końcu się udało. Generalnie nie mam czegoś takiego, że podążam za modą, ale to polecają wszyscy. Zaczynając od zwykłego zapaleńca serialowego po celebrytów z naszego rodzimego szołbiznesowego podwórka. Stwierdziłam, że ok, czemu nie? No i dobrze zrobiłam.

Póki co przede mną jeszcze jakieś 30 odcinków, ale ostatnio przeczytałam, że powstanie sezon czwarty, więc będzie więcej szczęścia. Jeżeli będziecie się zastanawiać czy dobrze, że oni wszyscy tak to chwalą i polecają to tak. Jak będziecie mieli okazję pooglądać to śmiało. No chyba, że nie lubicie polityki i nie interesuje was jak działa branie tych wszystkich brudów. To wtedy nie,


5. Bo przypadek

A ta kategoria została zarezerwowana dla polskich seriali. Przez przypadek zaczęłam oglądać większość TVN-owskich produkcji, typu Prawo Agaty czy Lekarze. Jednak prym tutaj wiedzie jedyny polski serial, który kocham miłością bezgraniczną i ubolewam, że powstały tylko dwa sezony. Tym serialem jest Glina. Jedne z najlepszych polskich seriali kryminalnych, z doskonałą obsadą i świetnie skrojoną fabułą. Każdy odcinek znam na wylot i gdyby ktoś mnie obudził o trzeciej w nocy i zapytał co było w jakim odcinku to nie miałabym problemu z odpowiedzią. 

Jak to się stało, że zaczęłam oglądać. Siedzieliśmy z tatą w domu i nie mieliśmy co robić, więc odpaliliśmy VOD na telewizorze i wybraliśmy pierwszy lepszy serial na liście. Zdecydowanie to nie był błąd. Dwa sezony pochłonęliśmy w cztery dni. Tylko szkoda, że więcej nie planują...


Mam nadzieję, że większość z was miała podobnie i nie jestem w tym sama. A teraz idę oglądać dalej House of Cards. Chociaż jeden odcinek...

P.S. Wszystkie tytuły seriali są po angielsku, ale to tylko dlatego, że nie znoszę polskich tłumaczeń. Po prostu... Nie. :D