wtorek, 9 maja 2017

Każdy jest inny, ale razem tworzymy rodzinę, czyli Strażnicy Galaktyki 2

Och, jak ja długo czekałam na drugą część "Strażników Galaktyki". Właściwie to odkąd zobaczyłam pierwszą odsłonę. No bo moje serce skradł Groot i nic na to nie poradzę, że potrzeba mi było więcej tego małego, słodkiego pieńka. Na szczęście dostałam wszystko co chciałam i byłam przeszczęśliwa.


Wiele osób krytykuje drugą część. Że nudne, że bez sensu, że gdyby to nie powstało to i tak by nic się nie zmieniło. Kurczę, a ja właśnie uważam, że druga część jest o wiele lepsza od pierwszej. Owszem w pierwszej części było więcej akcji, ale druga miała lepsze żarty i dialogi. Czasami nawet człowiek miał wrażenie, że niektóre nie powinni w filmie się pojawić, bo przecież młodsi widzowie też zobaczą tą produkcję. W każdym razie bawiłam się przednio. W sumie dawno nie śmiałam się tak bardzo na marvelowskim filmie i stwierdzam, że to jedna z najlepszych produkcji jaka im wyszła. Może dlatego, że tak bardzo kocham muzykę lat 80.


W tej części zdecydowanie nie chodziło o to, żeby rozpętać jakąś wielką wojnę. Owszem, była walka, ale tutaj twórcy skupili się na czymś innym. Na instytucji jaką jest rodzina, w każdym znaczeniu tego słowa. Czy to ta biologiczna czy, też ta z którą krew nas nie łączy. Po prostu liczy się to, że niektórzy ludzie zawsze z nami zostaną i zrobią dla nas wszystko. Co ciekawe, każdy z bohaterów okazywał swoje uczucia w zupełnie inny sposób. Niby zgryźliwość, docinki, ale jak przyjdzie co do czego, to są w stanie dla siebie nawzajem zabić.


Największa przemiana zaszła chyba w Rockecie, który w końcu odkrył kim tak naprawdę jest i zrozumiał (dzięki innemu bohaterowi), że niektóre sytuacje sprawiają, że stajemy się podobni do innych, a nie zawsze to jest dobre. Przez to w drugiej części bardziej polubiłam Rocketa, chociaż oczywiście nie brakowało mu tego specyficznego poczucia humoru. Szczególnie jedna scena mnie rozbroiła, ale to pewnie każdy kto obejrzał/obejrzy, będzie wiedział co mam na myśli. W dwójce nabrałam też uwielbienia dla Draxa. No się chłopak wyrobił. Jego śmiech, żarty i teksty do Mantis. Po prostu uwielbiam go. Jednak mam nadzieję, że w następnej części (o ile taka powstanie) będzie więcej nawiązań do jego przeszłości. 


W tej części także nie było oczywiste kto jest czarnym charakterem. Wiadomo, że jak pojawił się nagle ojciec Star Lorda to nie było szans, że będzie miłym, starszym panem, tylko jakąś mendą. Do tego była jeszcze Nebula i Yondu, który no cóż, jak wiadomo z jedynki, milutcy nie byli. Tutaj wszystko jest przewrotne i nie można wierzyć nikomu. No dobra, tylko Grootowi. 


Właśnie, no dobra... Prawda jest taka, że w 70% chciałam iść na ten film tylko dla Groota. Już początek filmu należał do niego, a potem było już tylko lepiej. Jego "I am Groot" wyraża więcej niż tysiąc słów i niezależnie czy w danym momencie jest zły, płacze czy się śmieje to i tak się go kocha najbardziej na świecie. Jest to zdecydowanie mój ulubiony bohater Marvela (sorry, chłopaki z mojego top 5, ale to Drzewko jest bardzo, bardzo przed wami xD ). Zresztą powinien świadczyć o tym fakt, że połowa mojej garderoby to koszulki z nim. Cóż, to nie ty wybierasz fandom, to fandom wybiera ciebie. 


I tak najlepszą rzeczą z całego flmu jest soundtrack. Jeśli nie lubisz takiej muzyki to ci się nie spodoba, ale jeśli wiesz z czym to się je, to będziesz zachwycony. Za każdym razem bujałam się w fotelu i sobie trochę śpiewałam (ale tak, żeby nikt nie słyszał). W każdym razie polecam przesłuchać na Spotify, zarówno muzykę z pierwszej, jak i drugiej części. Uczta dla uszu.


No i nie mogę zapomnieć o czymś co charakteryzuje filmy Marvela - sceny na napisach końcowych. Ach, ach, ach, otrzymaliśmy aż cztery piękne fragmenty w tym (SPOILER!) nastoletniego Groota, który miał bałagan w pokoju, grał na tablecie i przedrzeźniał Star Lorda. Takie to bardzo współczesne. A żeby tego było mało to przed chwilą otrzymałam zdjęcie popsa Groota jako nastolatka. Czyli chyba zbankrutuję. 


Jeśli komuś podobała się pierwsza część to zdecydowanie powinien się wybrać do kina na dwójkę. Muzyka, humor i Groot (wiem, przyczepiłam się do niego) robią cały klimat. Polecam, polecam, polecam. A tak w ogóle to poszłabym jeszcze raz do kina. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz