niedziela, 27 marca 2016

Wypuść mnie z hotelu, a poznasz co to piekło, czyli The Night Manager

Przyznam szczerze, że na „The Night Manager” czekałam od momentu, gdy tylko się dowiedziałam, że taka produkcja ma ujrzeć światło dzienne. Po pierwsze lubię historie szpiegowsko-sensacyjne, a po drugie obsada. Jeśli dwoje głównych bohaterów mają zagrać Hugh Laurie i Tom Hiddleston to po prostu to musi się udać.

Poznajemy Jonathana Pine’a (Tom Hiddleston), który jest nocnym recepcjonistą w kairskim hotelu. Prowadzi spokojne, ustabilizowane i nudny życie. Jak sam mówi, żyje z dnia na dzień. Pewnej nocy zostaje zamordowana kobieta, która skradła mu serce, a on nie mogąc się pogodzić ze stratą przenosi się do innego hotelu w centralnej Europie. Tam poznaje Angelę Burr (Olivia Colman), która proponuje mu współpracę. Pine ma wziąć udział w tajnej akcji służb specjalnych, która będzie skierowana przeciwko potężnemu handlarzowi bronią, Roperowi (Hugh Laurie).


Pine oczywiście przyjmuje propozycje i za pomocą postępu przedostaje się do środowiska Ropera. Początkowo nie jest wcale tak łatwo, jednak z czasem Jonathan wtapia się w towarzystwo bez najmniejszego problemu.

Tak naprawdę pierwsze minuty serialu decydują czy się pozostanie z tą produkcją czy porzuci się ją w kąt z przekonaniem, że to jedna nie tędy droga. Osobiście postanowiłam sobie, że nawet jeśli to będzie dno i pięć metrów mułu to i tak to obejrzę. Z odcinka na odcinek akcja robi się coraz lepsza. Napięcie nie znika ani na moment, a bohaterowie depczą sobie nawzajem po piętach. Z kolei widzowie jedynie mogą się zastanawiać, w którym momencie Roper nakryje Pine’a.


Aktorsko serial jest naprawdę bardzo dobry. Tom Hiddleston przechodzi niezłą przemianę z grzecznego chłopca, który kiedyś był żołnierzem, ale porzucił to na rzecz bycia recepcjonistą, w tajnego agenta, który nie zawaha się zabić człowieka. Chociaż ja z tą przemianą miałam jeden mały problem. Ona wydarzyła się za szybko. Wiem, że jak na sześć odcinków serii to nie mogli z tym za długo czekać, ale najpierw w jednej scenie Jonathan jest milutki, a za chwile w drugiej już ma krew ludzi na swoich rękach. Poza tym, doskonale. Do tego ewidentnie kamerzysta zakochał się w Tomie, bo na jedno ujęcie ogólnego planu było pięć zbliżeń na twarz Hiddlestona. Ale ja się temu wcale nie dziwię. Tom jest bardzo przystojnym aktorem, jednak jak dla mnie na Bonda jest za delikatny (krążą plotki, że aktor mógłby być brany pod uwagę do roli 007 po tym serialu).


Z kolei Hugh Laurie to klasa sama w sobie. Zdążyłam go pokochać za House’a i ojca rodziny w „Fortysomething” (jego syna gra tam Cumberbatch!), a tutaj dostajemy prawdziwego badassa. Bezwzględny, działający pod przykrywką i nikogo się nie bojący „przedsiębiorca”. Nie można też nie wspomnieć o rolach żeńskich. Zarówno Elizabeth Debicki, która wciela się w postać kobiety (oczywiście można się domyślać jaki to jest układ) Ropera jak i Olivia Colman, która werbuje Pine’a do współpracy, spisały się doskonale. A na dokładkę jest jeszcze Tom Hollander, który gra wiernego przydupasa Ropera i który domyśla się podstępu od samego początku. Jeszcze jego zachowania a’la kryptogej sprawiają, że z jednej strony chcemy go polubić, ale z drugiej wiemy, że to nawet gorsza menda niż jego szef.


Generalnie serial wciągający, pełen pięknych krajobrazów (zaczynając od Egiptu kończąc na Majorce), z interesującą fabułą i precyzją aktorską. Krążą plotki, że ma powstać sezon drugi, ponieważ tak naprawdę zakończenie pozostało otwarte. Jednak obecny sezon powstał na podstawie książki (jak ja bym chciała przeczytać tę książkę, jednak jak wiadomo, nie mam czasu), która nie ma swojej kontynuacji. Więc kolejna transza powstała by z wyłącznej konwencji twórczej scenarzystów. Mimo iż serial bardzo mi się podoba to nie jestem do końca przekonana czy kontynuacja jest dobrym pomysłem.


P.S. Jeśli miałabym jeszcze zobaczyć Hugh Laurie i Toma Hiddlestona w jakiejkolwiek innej produkcji to w jakieś, gdzie będzie po między nimi relacja ojciec - syn, bo oni wydają mi się do siebie bardzo podobni.

P.S.2. Jutro po raz drugi idę na Hamleta do Multikina. Czy jest sens raz jeszcze tworzyć wpis na ten temat? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz