Kiedy ktoś mnie pyta jaka jest moja ulubiona pora roku to zawsze odpowiadam, że jesień. A dlaczego nie wiosna albo lato? Dlatego, że uwielbiam rozciągnięte swetry, w których nie da się chodzić w lipcu, kocham deszcz, który stuka w parapet wieczorową porą i zapach świeżo ususzonych grzybów. Oczywiście nie pogardzę ciepłymi, sierpniowymi wieczorami, ale mieniący się złotem październik bardziej mnie urzeka.
Mimo iż obecnie mamy końcówkę września to już teraz czuję, że jesień puka do drzwi. W tym roku tak się złożyło, że dopiero teraz mam okazję być na wsi. Jest uroczo i przepięknie. Drugi dzień z rzędu byłam w lesie i nazbierałam sporo grzybów. Jest ciepło i już pachnie specyficznym klimatem. Tęskniłam za tym cały rok. I nie przejmuję się tym, że wraz z październikiem trzeba wrócić do swoich zajęć. Powinnam także mieć dość deszczu po letniej, angielskiej pogodzie, ale nie, jest wręcz przeciwnie. Naprawdę mi tego brakuje.
Potrzebuję już zimnych wieczorów spędzonych pod kocem z ciepłą herbatą i brakiem chęci do czegokolwiek. Tęsknię do wielkich garów, w których gotuje się leczo i robią się powidła śliwkowe. Ale przede wszystkim czuję zapach grzybów i widzę oczami wyobraźni wielkie garści suszonych grzybów, z których stworzę z mamą w grudniu pierogi na Wigilię.
I czegóż chcieć więcej jak nie wyjąć z szafy ukochaną kurtkę jesienną, w której chodzi się tylko miesiąc, bo wcześniej jest za ciepło, a w listopadzie już za zimno. A gdy w piątkowy wieczór wraca się do domu czeka już gorące kakao w ukochanym kubku i bułka z miodem albo wcześniej wspomnianymi powidłami śliwkowymi.
Ech, kocham jesień. I nikt mi nie powie, że jest inaczej. Każda pora roku ma coś w sobie, czy to pięknie budząca się do życia wiosna, gorące lato czy zaspana zima. Jednak jesień to ciepłe kolory, zapachy czy zmiana sposobu myślenia...




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz