Pokazywanie postów oznaczonych etykietą marion cotillard. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą marion cotillard. Pokaż wszystkie posty

sobota, 28 stycznia 2017

Przenieśmy grę do kina, czyli Assassin's Creed Movie

Nie żebym była graczem, bo nie jestem. Jedyne w co gram to raz na sto lat Simsy i na Facebooku Candy Crush i Criminal Case. Mam kilka gier (ooo, może powinnam zrobić o tym wpis?), w które grałam dawno temu, ale to nie jest nic wysokich lotów. Jak to gdzieś przeczytałam: "Film Assassin's Creed zrozumieją tylko osoby, które w to grały". Wydaje mi się, że ja nie miałam z tym raczej problemu, ale po kolei.

Na Assassin's poszłam tylko dlatego, że główną rolę zagrał Michael Fassbender. To ten przypadek filmu, gdzie po prostu idziesz dla aktora, bo go lubisz i chcesz być na bieżąco z jego filmografią. W pierwszej opcji miałam iść na 3D, żeby podziwiać te spektakularne skoki i walki. Jednak, że godziny seansów były do luftu, trzeba było zrezygnować z tego pomysłu.


Na początku filmu poznajemy głównego bohatera jako małego chłopca. W tamtym czasie dochodzi do traumatycznego momentu w jego życiu, który potem jak się okaże, wpłynie na jego późniejsze życie. W następnej scenie akcja przenosi nam się trzydzieści lat później, gdy Cal Lynch (Michael Fassbender) przebywa w celi śmierci i oczekuje na egzekucję. 

Kiedy wydaje nam się, że zostanie za chwilę stracony, ten budzi się w tajnym ośrodku i dowiaduje się, że jako Lynch już nie istnieje, ale Sofia (Marion Cotillard), dzięki której nie został poddany egzekucji, oznajmiła mu że odkryli, że jest on jednym z ostatnich żyjących potomków Assasinów i dzięki niesamowitej technologii wcieli się on w swojego przodka. 


Nie będę tu się wymądrzać, że się znam na grze i jestem specjalista, bo nie jestem. Na pewno jeśli bym oglądała go w 3D to bardziej bym była pod wrażeniem scen walk czy skoków. Jednak tak czy inaczej mi się podobało. Zawsze lubiłam obserwować jak ktoś gra, a momentami film był jak gra, tyle, że zawierał w sobie prawdziwych aktorów. 

Film się po prostu dobrze oglądało. Ot, taka zwyczajna rozrywka w sobotnie popołudnie. Dobre w te dni, gdy poprzednia noc była zbyt intensywna, a ty jeszcze nie zdążyłeś/łaś jej odespać. Czas na seansie bardzo szybko leciał. Niby producenci podają, że trwa ok. 1h 50 minut, ale ja miałam wrażenie, że to było tylko półtorej godziny, a nawet trochę mniej.


Fajne było zakończenie, bo otwarcie zasugerowano, że będzie kolejna część. Wcale bym się nie zdziwiła jakby się pojawiła nie tylko jedna, ale dwie. W końcu Hollywood lubi robić dużo pieniędzy, więc z tym by nie było problemu. A ludzie i tak by poszli. Nie tylko gamerzy, ale też ci, którzy tak jak ja, mają swoich aktorów/aktorki i to dla nich chodzą do kina. 

Nie ma co się spinać, dobra rozrywka, chociaż specjaliści od gry, mówią, że było za mało typowych scen z gry. Nie wiem, nie mnie oceniać. Mi się w sumie podobało. 


P.S. Przepraszam, że ten wpis jest taki do luftu, ale powinnam go już zrobić w niedzielę, ale najzwyczajniej w świecie mi się nie chciało, a potem tak jakoś wyszło, że nie wyszło, bo zawsze coś się działo i nie było czasu. Wybaczcie!